czwartek, 6 października 2016

321. Na tamborku

Pomimo tego, że nie skończyłam jeszcze haftować mojego giganta, rozpoczęłam kolejną robótkę. Na usprawiedliwienie podam, że było mi potrzebne coś mniejszego do odtwarzania życia w dawnym dworku w Muzeum Archeologicznym w Krakowie. Wyjęłam więc z szuflady len i wzór z różami i zaczęłam nową pracę. Dawno już nie haftowałam na lnie i miło było sobie przypomnieć jak to jest. Na aidzie jednak haftowanie jest łatwiejsze ;)

Zaczęty haft prezentuje się tak:

I teraz się cały czas waham czy ten haft w domu skończyć (ciągnie mnie do niego trochę) czy zostawić go jako robótkę typowo muzealną i trzymać na następną tego typu imprezę, żeby znowu czegoś nowego nie zaczynać.

A haftowanie w muzeum wyglądało tak:

foto: Paweł Rychlik
Idealne warunki do haftowania :)


poniedziałek, 3 października 2016

320. Jestem zła i załamana

Najpierw zniknęła lista obserwowanych przeze mnie blogów. Zaczęłam ją odtwarzać. Myślałam, że jakoś pójdzie, tym bardziej, że znaczna część właścicieli obserwowanych przeze mnie blogów obserwuje również mnie. A obserwatorzy jeszcze nie zniknęli. Wielce się rozczarowałam. Kiedyś jak kliknęłam na danego obserwatora pokazywało mi jaki blog prowadzi i jakie blogi obserwuje. Mogłam też odwiedzić każdego, kto zostawił u mnie komentarz. Teraz już tego nie ma. Widzę tylko jakie blogi obserwuje dana osoba.
Nie mam więc możliwości znalezienia większości obserwowanych blogów, bo nie pamiętam ich adresów. Miałam skróty i z nich korzystałam.
Do tego dzisiaj zauważyłam kolejną stratę - brakuje linków do ulubionych stron. A miałam tam ściągi do różnych tutoriali. Nie odtworzę tego na pewno - nie pamiętam adresów tych stron. Ciekawa jestem co zniknie za chwilę - może cały mój blog? Na drugim blogu jeszcze wszystko jest, ale już zapisuję linki do obserwowanych tam blogów do pamięci wyszukiwarki. Tyle, że tam mam tylko blogi kostiumowe - tu miałam masę robótkowych.
Zniknęło również przekierowanie do starego bloga na bloxie i do drugiego bloga na blogspocie.
Mam więc prośbę - wpiszcie w komentarzach adresy do Waszych blogów. Może chociaż w części uda mi się odtworzyć listę obserwowanych blogów.

Zaczynam się zastanawiać czy nie przenieść bloga na inną platformę. Ale gdzie? Na bloxie już byłam i tam miałam wieczny kłopot ze zdjęciami. Był limit a zdjęcia wstawiane za pośrednictwem innych portali lubiły znikać. Tu też powoli zaczyna znikać zawartość bloga.
Może wordpress? Ktoś się podzieli doświadczeniem?

sobota, 1 października 2016

319. Podróżowanie w czasie jest fajne

Dużo się działo przez cały wrzesień. Tak dużo, że nie było czasu ani na pisanie postów ani na zrobienie zdjęć tego co uszyłam. A uszyłam całkiem sporo. Zastanawiałam się czy pisać wszystko chronologicznie, ale ponieważ jest dzisiaj piękna pogoda i prawdopodobnie to już ostatni tak piękny dzień, postanowiłam wyjść do ogrodu i zdjęcia ostatniej pracy zrobić na łonie natury. Pozostałe prace mogę sfotografować w domu przy brzydkiej pogodzie.
W miniony weekend w Niepołomicach koło Krakowa odbyła się impreza historyczna Pola Chwały. Krynolina również wzięła w niej udział prezentując modę XIX wieku. Zdjęcia z imprezy pojawią się na blogu gdy dostaniemy je od fotografa (wiedząc jak długo czeka się na zdjęcia od obcych fotografów - czasem i po kilka lat z przedłużeniem do wieczności - tym razem wzięłyśmy ze sobą swojego fotografa). Ale o pokazie będzie oddzielny wpis. Ten będzie dotyczył tylko jednego stroju - stroju dziecięcego z lat 90-tych XIX wieku.
O tym, że mąż akurat w ten weekend musi iść do pracy dowiedziałam się kilka dni przed naszym pokazem. Zrezygnować z pokazu nie mogłam, gdyż go organizowałam. Musiałam wziąć Młodego Młodszego ze sobą (Młody Starszy dzielnie przesiedział sam w domu cały dzień - pierwszy raz został sam w domu na tak długo). Ale nie mogłam wziąć na pokaz mody historycznej dziecka we współczesnym stroju.  Tradycyjnie więc odbyło się szycie "na wariata". Przegląd pinteresta w poszukiwaniu inspiracji, przegląd allegro w poszukiwaniu wełny na garniturek. Udało się znaleźć. A potem szycie po nocach, bo uparłam się, że wszystko będzie tak jak trzeba, czyli z pełną podszewką. Na szczęście zdążyłam, kończąc marynarkę rano w dniu imprezy.
Przedstawiam więc Młodego Młodszego w wydaniu XIX - wiecznym :)



Garniturek powstał na podstawie tych zdjęć znalezionych na pintereście:


Na deser zdjęcie rodzinne ;)
foto: Paulina Kowalczyk

Na Polach Chwały spotkaliśmy fotografa, który robił zdjęcia XIX-wiecznym aparatem. Zrobił nam wspólną sesję. Ale zdjęcia dostanę dopiero w listopadzie. Już się nie mogę doczekać  :)


P.S.
Nie wiem co się stało, ale zniknęły z bocznego paska wszystkie obserwowane przeze mnie blogi. Czy blogger znów szaleje? Co zrobić, żeby je odzyskać? Weszłam w układ strony i nie ma na niej gadżetu z obserwowanymi blogami. Wyparował, poleciał w kosmos, ukradli??? Ja chcę moją listę bo jak będę do Was zaglądać?

czwartek, 15 września 2016

318. Co dwie głowy to nie jedna, czyli piękna Marianna

Skoro można stracić głowę to można ją i zyskać, prawda?
No to właśnie zyskałam. A dokładniej kupiłam. Kurier mógłby się nieco zdziwić gdyby wiedział co wiezie. Chociaż pewnie nie takie rzeczy już woził i głowa to dla niego pikuś.
Od dłuższego czasu myślałam nad zakupem głowy.
Po pierwsze przydałaby się do prezentacji kapeluszy i czapek. Na sobie jednak trochę ciężko je fotografować a odkąd moje dziecko zakochało się w piłce nożnej, to wszystkie piłki jakie mamy w domu nie nadają się do pokazywania na blogu (pamiętacie jeszcze zdjęcia czapek na piłkach?).
Po drugie - na takiej głowie łatwiej mierzyć, upinać, przycinać, poprawiać. Nie trzeba kombinować na sobie stojąc w dziwnych pozach przed lustrem, żeby ze wszystkich stron zobaczyć jak coś wygląda.
Tak więc od wczoraj zamieszkała ze mną Piękna Marianna. Co prawda nie do końca jest taka piękna, bo na razie jest łysa, ale do czasu. Peruka już do niej jedzie :)

Makijażem mnie powaliła. Buzia miała być nieco inna, ale nie będę grymasić. W końcu głowa to głowa - ważne, że się nie pomylili i nie przysłali męskiej ;)

Jesień nadchodzi - sezon na czapki czas zacząć :)

sobota, 10 września 2016

317. Pusty tamborek

Pamiętacie wpis dotyczący Pieskowej Skały? Na zdjęciach widać jak coś wyszywam na tamborku.

Foto: Paulina Kowalczyk

Robótka została skończona w domu, a że wolnego czasu w domu za dużo nie mam (zwłaszcza na robótkowanie) to nieco się wszystko przesunęło w czasie. Zdjęcie jak zwykle nie oddaje prawdziwego koloru ani materiału ani nici. Ale te nici trudno jest sfotografować, bo światło się na nich załamuje, co w rzeczywistości daje niesamowity efekt.


Jak myślicie, do czego się taki haft może przydać?
Do torebeczki empirowej :)


Torebka powstała jako prezent dla koleżanki.
Na zdjęciu z nową właścicielką :)

foto: Kaya

P.S.
Zanim napisałam post, tytuł zrobił się nieaktualny. Na tamborek wskoczyła kolejna robótka :)

piątek, 19 sierpnia 2016

316. Czasem dobrze być chomikiem.

Jakiś czas temu kupiłam satynę bawełnianą. Miała z niej powstać turniura. Kupiłam przez internet polegając na opisie. W opisie podano, że zawiera 3% lycry. Jak większość satyn. Szyłam już z takich satyn, więc kupiłam. Kiedy dostałam paczkę byłam bardzo zaskoczona. Tam na pewno nie było 3%. Tkanina ciągnęła się jak guma. Na turniurę się nie nadawała. Trudno - pomyślałam - niech leży, kiedyś ją wykorzystam do uszycia czegoś współczesnego bo kolor ładny. I tak sobie leżał w szafie spory kupon satyny. Do czasu, kiedy okazała się bardzo potrzebna. Miałam jeden dzień, a właściwie jedno popołudnie na uszycie z niej czegoś ciemnego. Stwierdziłam, że kostiumu uszyć nie zdążę - padło na sukienkę. Sukienkę bez podszewki, bo czasu było mało. I powstało takie coś:

Nosi się wygodnie, trochę się gniecie, ale jestem z niej zadowolona. Miałam ją na sobie raz i jakoś na razie nie mam ochoty jej zakładać (dlatego zdjęcie na manekinie). Okazja do jej uszycia była zbyt smutna.
Może się przemogę i za jakiś czas zacznę chodzić w niej do pracy.

Dobrze, że mam w domu zapasy materiałów i pasmanterii. Nie zdążyłabym pojechać do miasta na zakupy i nie miałabym w co się ubrać. Szkoda tylko, że zapomniałam o zasadzie, żeby zawsze mieć w szafie coś nadającego się na te smutne uroczystości dopadające nas nagle.
Dało mi to jednak okazję do gruntownego przeglądu garderoby. Muszę uzupełnić szafę, bo mam w niej same kwieciste ubrania i przeważa kolor czerwony. Akcja "SZAFA" rozpoczęta. Punkt pierwszy, czyli pozbycie się ubrań, w których od dawna nie chodzę - zaliczony. Jakoś pusto się w niej teraz zrobiło.



środa, 17 sierpnia 2016

315. Trochę haftu

Wakacje trwają, ale pomiędzy dłuższymi i krótszymi wypadami, pracami w ogrodzie, robieniem przetworów i paroma innymi czynnościami udało mi się trochę posiedzieć nad haftem. Trochę zajęło zaznaczanie w aplikacji wyszytych wcześniej krzyżyków, ale to czynność jednorazowa i trzeba było to zrobić. Crossty ma jedną wadę - nie da się na nim zaznaczać skosów a to dla mnie najwygodniejsza metoda haftowania. Próbowałam kwadratami, rzędami, ale jednak skosy to jest to co lubię. Idąc jednym ciągiem przez całą stronę zaczęłam się w aplikacji gubić (pod tym względem kartka wygodniejsza, bo widać ją w całości). Opracowałam więc metodę haftowania po skosie schodkami. I to był strzał w dziesiątkę. Nadal haftuję po skosie i jednocześnie nie gubię się w aplikacji.

Z aplikacją haftuje się szybciej, ale i tak zaczęłam się zastanawiać czy przed emeryturą zdążę ten wzór skończyć. Poza tym już mi się strasznie chce zacząć coś innego. Tyle pięknych schematów czeka w kolejce do wyszycia.

P.S.
Odwołuję zachwyty nad aplikacją Blue Stacks. Po pewnym czasie zaczął mi wyskakiwać komunikat, że za dalsze korzystanie z programu trzeba płacić ( w dolarach oczywiście).

P.S.2
Aby korzystać z Crossty kupiłam tablet - ja, która nie widziałam w tym urządzeniu żadnego praktycznego zastosowania ;)