środa, 12 marca 2014

242. Uzależnienie? Czy to się leczy?

Od pewnego czasu bardzo intensywnie pracuję. W związku z tym nie robię na drutach, nie szyję, nie szydełkuję i nie zrobiłam ani jednego krzyżyka. I wiecie co? Coś mi się dzieje. Nie mogę się skupić na pracy, wszystko mi się z robótkami kojarzy. Najchętniej rzuciłabym segregatorem w stertę papierów i wzięła do ręki cokolwiek robótkowego i coś zrobiła. Nieważne co - ważne, żeby coś robić. Czy to się już klasyfikuje do leczenia?
Oby do poniedziałku. W poniedziałek będzie już luźniej.

poniedziałek, 10 marca 2014

241. Pozytywny aspekt wyjazdu w delegację.

Lubicie jeździć w delegacje? Ja nie. Kiedyś nawet wydawało mi się to zabawne, ale im jestem starsza tym bardziej takie wyjazdy stają się uciążliwe. Szkoda, że nie przewidziałam tego wiele lat temu, kiedy wybierałam sobie zawód. Ale cóż - idzie wiosna a z nią pora wyjazdów. Trzeba pakować zabawki i jechać. Szkoda tylko, że robótki na tym cierpią, bo dopóki sezon wyjazdowy się nie skończy, nie będę mieć na nie czasu.
Obecnie jeżdżę pod Bielsko. A że droga prowadzi przez Kalwarię Zebrzydowską, postanowiłam w ostatni piątek wyjechać od klienta nieco wcześniej i w drodze powrotnej zahaczyć o Biferno
Pierwszy raz byłam w sklepie stacjonarnym (do tej pory kupowałam tam jedynie przez internet) i bardzo żałowałam, że reszta ekipy czeka na mnie w zaparkowanym niedaleko samochodzie, bo chętnie posiedziałabym tam dłużej. Ale czasu nie było, więc zakupy znowu robiłam w tempie ekspresowym.
A co kupiłam?

Zestaw przyrządów do robienia pomponów, szpilki do blokowania i wełnę na kolejny szal. A potem biegiem do samochodu, żeby ustawić się w korku gigancie w stronę Krakowa.
Do domu dotarłam bardzo zmęczona, kiedy słońce dawno już poszło świecić na drugą stronę naszego globu. Ale zajrzałam jeszcze do skrzynki pocztowej, z której wyjęłam przesyłkę-niespodziankę od koleżanki. Jak otworzyłam to oniemiałam z radości.


Tak, dobrze widzicie. W środku była Burda z października 1957 roku!!! W kilku sukienkach zakochałam się na zabój i czekam kiedy sezon wyjazdowy się skończy, żeby się dorwać do maszyny i je uszyć :)

W drugiej książeczce są przepisy i piękne retro naklejki na słoiki. Oj, poszaleję w przyszłym sezonie przetwórczym. Ale będę mieć piękną spiżarnię :)
Kaziutko - ogromnie Ci dziękuję za prezent. Nawet sobie nie wyobrażasz ile mi sprawiłaś radości :)

niedziela, 2 marca 2014

240. Ultra czy mrok? - czyli perypetie z szyciem empirki

Dłuższy czas temu pomyślałam, że fajnie by było uszyć sobie empirkę. Tylko jakoś okazji brakowało. Ale przy okazji innych zakupów kupiłam sobie gotowy wykrój (no bo po co się męczyć, skoro są gotowce?)

Wykrój sobie leżał i leżał i leżał, bo jakoś znowu tej okazji do uszycia brakowało.
Aż tu latem okazało się, że będzie organizowany bal historyczny i sukienka empirowa będzie idealnie pasować. Zamówiłam więc tkaniny i czekałam na kuriera ciesząc się z balu i obmyślając ubiór w szczegółach.
Kurier przyjechał. Ale jak rozpakowałam paczkę to mina mi zrzedła. Przysłali mi nie ten kolor, który zamówiłam. Akurat tego, który zamówiłam mieli za mało, więc dali inny w podobnym kolorze. Podobnym. Podobny to on może i był, ale na pewno nie do tego, który zamówiłam. W dodatku wybitnie nie mój kolor. Gdyby to był bal haloweenowy to w sukience w tym kolorze bez charakteryzacji za zombie mogłabym robić, no ale okazja była zupełnie inna. A tak swoją drogą to przydarzyło się Wam coś takiego podczas zakupów? Mnie niestety już 2 razy. Textilmar ma dziwne zwyczaje. Zamiast zadzwonić albo napisać, że nie mają zamówionej i opłaconej z góry tkaniny, dają coś innego w tej samej cenie.
Tak więc na szybko musiałam wymyślić coś innego. W trakcie tego myślenia Młodszy mi się rozchorował, więc już nie musiałam myśleć o szyciu, bo było wiadome, że na ów bal nie pójdę.
Wykrój schowałam do szuflady i o empirce przestałam myśleć. Do czasu. Po Balu Szkockim stwierdziłam, że w krynolinie nie tańczy się za dobrze - empirka jest wygodniejsza, bo zajmuje mniej miejsca w secie. No i zaczęłam myśleć. Ale tym razem zamierzałam podejść do szycia na spokojnie i wszystko dokładnie zaplanować. Zaczęłam zbierać zdjęcia i zrobiłam szczegółowy projekt sukienki. Oczywiście nic nie zaczęłam szyć, bo przecież bal będzie dopiero latem, więc czasu jest jeszcze bardzo dużo.
A tu jakiś tydzień temu dostałam zaproszenie na Ostatki w stylu Jane Austen. Takich okazji się nie przepuszcza, więc trzeba było na szybko uszyć empirkę z tego, co miałam w domowych zapasach.
Wyciągnęłam zapomniany wykrój i mina mi nieco zrzedła. Jak się przyjrzałam konstrukcji, to stwierdziłam, że mogę sobie z niego co najwyżej koszulę nocną uszyć. On tylko przypominał empirkę, koło prawdziwego wykroju nawet nie leżał.  A że zakup oryginalnego historycznego wykroju też sobie odłożyłam na później (ale tu raczej z przyczyn finansowych i trudności z zakupem oryginalnej książki) znowu musiałam radzić sobie sama (a czasu malutko zostało).
Po przejrzeniu stosu Burd padło na ten wykrój:

Oczywiście nie przypomina on empirki, ale jest dobrą bazą do przeróbek.
Zaopatrzona we wszelkie przyrządy i pomocnicę zaczęłam przerabiać wykrój.


I tutaj zaglądających na blog rekontruktorów poprawnych historycznie proszę o zaprzestanie czytania albo zaopatrzenie się w meliskę, tudzież inne środki na uspokojenie ;)
Pierwszy krok w stronę mroku  - nie miałam w domu zbywających metrów jedwabiu naturalnego. No akurat tak się złożyło, ale na przyszłość postaram się takowe zapasy w domu posiadać - czy ktoś się zgłasza na sponsora? ;)
Pierwszy punkt w stronę ultra - należało całkowicie zmienić kształt dekoltu z przodu i z tyłu.
Drugi punkt ultra - w oryginalnej sukience był suwak, więc musiałam nieco zmienić konstrukcję, bo w czasach empirek suwaków jeszcze nie wynaleziono
Kolejna rzecz - cięcia francuskie. W oryginalnej empirce takowych nie było. Moja sukienka miała się składać z 2 warstw. Postanowiłam zostawić je w podszewce (rekonstruktorzy w tym momencie jęczą, bo to drugi punkt w stronę mroku), a przerobić w części wierzchniej (trzeci punkt za ultra) Jak widać - rękawy również zostały zmienione.


Kolejna rzecz to szwy ramienne. W czasach empirek były znacznie niżej niż dzisiaj, więc musiałam je przenieść (czwarty punkt dla ultra).


Zapięcie z tyłu. Niewiele jest zdjęć tyłów oryginalnych strojów. Znalazłam tylko jedno, na którym sukienka była wiązana sznurkiem a na plecach było rozcięcie przez które hulał wiatr. Nie wiem czy wersja z guzikami jest poprawna historycznie, więc nie daję sobie ani minusa ani plusa - no, może mały plusik za brak suwaka ;)
Trzeci punkt za mrokiem - sukienkę szyłam na maszynie (co prawda maszyny do szycia były już w XIX wieku, ale chyba nieco później)
Piąty punkt dla ultra - wykończenie jest ręczne. Wszystkie szwy wykończyłam lamówką, którą podszywałam ręcznie. Ozdobna tasiemka również jest naszyta ręcznie.

Ale zostawmy górę. Trzeba jeszcze uszyć dół.
Zostało mi całkiem sporo szyfonu, a że nie planowałam z niego szyć nic więcej, postanowiłam dać go w całości.
Spodnia warstwa dołu uszyta jest z kawałka koła (pomyślałam, że jeśli zrobię ją z prostokąta i zmarszczę pod biustem razem z szyfonem, to będę wyglądać jak w ciąży.
Ostateczny efekt moich zmagań wygląda tak:
I jeszcze kilka szczegółów:


W sumie sukienka nie jest zła i mam nadzieję, że kolejna będzie lepsza.




o ile znajdzie się sponsor na zakup jedwabiu ;)


P.S.
Impreza była rewelacyjna !!!! Niech się schowają współczesne dyskoteki ;)

piątek, 14 lutego 2014

239. GK - odsłona 13

Jako ta staruszka z jaskrą w oku ;) prezentuję haft powiększony o kolejną stronę. I niestety jest to ostatnie zdjęcie wyhaftowanej całości. Kolejne odsłony będą prezentowane w kawałkach, gdyż musiałam przesunąć kanwę na krośnie. Tak więc całość będzie widoczna dopiero po wyhaftowaniu ostatniej strony schematu. No ale teraz to już z górki, gdyż ponad połowa pracy jest już za mną :)


poniedziałek, 10 lutego 2014

238. Zagotowałam się

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,127763,15353788.html

Z artykułu dowiedziałam się, że jestem ubogą, stojącą nad grobem staruszką, z dużym prawdopodobieństwem posiadania jaskry, niepiśmienną, mieszkającą gdzieś w kraju trzeciego świata.

I kilka cytatów, dla tych, którym się całości nie chce czytać;

" Bo hafciarstwo nie nobilituje, jest postrzegane jako zajęcie małe, nieważne. Młode dziewczyny już tego nie robią, prawie nigdzie w Polsce nie można się haftu nauczyć i nigdzie na świecie nie spotkałam osoby, która robi to w publicznych miejscach"

" Dziś najwięcej haftów powstaje w najbiedniejszych regionach świata, bo to uniwersalny język, nie trzeba umieć pisać ani czytać, żeby go zrozumieć."


Jak można drukować takie bzdury?????? 

Chyba, że owa pani promuje swoje prace poprzez dyskryminację innych hafciarek? W końcu jak się jest dyrektorem marketingu ..........

czwartek, 30 stycznia 2014

237. Ach, co to był za bal.....

Odzwyczaiłam się od pisania bloga. Nie myślałam, że to możliwe, a jednak tak. Może jak znowu wreszcie zacznę coś pisać, to pójdzie mi łatwiej i wpisy będą w miarę regularne? W czasie ciszy blogowej powstało sporo rzeczy, ale dzisiaj będzie o tej, która powstała ostatnio.

Postanowiłam wybrać się na bal. Ale nie na dyskotekę, tylko na taki prawdziwy bal w starym stylu z karnecikami, rękawiczkami, wachlarzami itp. Okazją był Bal Szkocki. Ale trzeba było coś na siebie włożyć - a był to bal w strojach historycznych. Po obejrzeniu setek zdjęć różnych strojów, zdecydowałam się na uszycie sukni balowej z lat 60-tych XIX wieku. Salon zamienił się więc w pracownię krawiecką (dobrze, że akurat nikt nie wpadł z wizytą, bo nie miałabym gdzie przyjąć gości).

Najpierw zaczęłam od krynoliny, potem halki, aby na końcu zająć się suknią właściwą.

Spódnicę drapowałam bezpośrednio na manekinie na wszystkich warstwach bielizny, które miały się pod nią znaleźć.


Z górą było więcej "zabawy". Przeskalowałam zdjęcie oryginalnego wykroju z 1860r. i wyszło mi coś takiego:


W sumie nie ma się co dziwić, ówczesne kobiety były niższe, szczuplejsze i miały nieco inne sylwetki, gdyż od najmłodszych lat nosiły gorsety. Musiałam trochę pokombinować, żeby dopasować wykrój do swoich wymiarów.

Manekin pomógł mi tylko częściowo. Pod suknię planowałam założyć gorset, który nieco zmienia sylwetkę. Manekina w gorset nie wcisnę, więc wszelkie przymiarki góry sukni musiałam robić na sobie w gorsecie - manekin był za gruby.
Ale coś zaczęło wychodzić.



Ostateczny efekt wyszedł tak (nadal nie mam nadwornego fotografa i muszę robić sobie zdjęcia w lustrze). Niestety fryzura rozleciała mi się po trzecim tańcu - marna ze mnie fryzjerka ;)


Do sukni powstała jeszcze mała torebeczka, ale zapomniałam jej zrobić zdjęcie. Może je kiedyś dołożę, jak przy jakiejś okazji wyciągnę ją z kufra.

A na balu - jak na balu. Wszystkie panie zjawiły się w cudownych kreacjach. Szelest sukien, zapachy perfum, szmery rozmów, wprowadzały w bajeczną atmosferę. Do tego cudowna dawna muzyka - bajka to czy sen? A może jednak rzeczywistość?

Na balu nie mogło zabraknąć ekipy Krynoliny


I kilka zdjęć z balu, ale już nie mojego autorstwa :)


Panowie też byli odpowiednio ubrani :)


A na pamiątkę i dowód, że nie był to sen, został jedynie karnecik :)


środa, 1 stycznia 2014

236. Nowy Rok

Skończył się rok, nadszedł czas podsumowań i planów.
Dla mnie miniony rok nie był najlepszy. Zawierał kilka przełomowych momentów w moim życiu i przyniósł ciężką chorobę osobie z mojej najbliższej rodziny. Jak na jeden rok, to zdecydowanie za dużo.
Robótkowo też było dość słabo.
Oby ten Nowy Rok był lepszy od tego, który się skończył, czego i sobie i Wam życzę.