poniedziałek, 5 września 2011

67. Zaległości - spodnie

Znowu mi się narobiło masę zaległości w pokazywaniu prac. Ale nic to - kiedyś nadrobię. Będzie akurat na czas nicnierobienia. Dzisiaj zaległe zdjęcie spodni na właścicielu.


sobota, 3 września 2011

66. Osiedle przystosowane do osób niepełnosprawnych

Dzisiaj będzie post nierobótkowy. Ale mnie nerwy ostatnio ponoszą na kierowców i muszę sobie ulać. Mieszkamy na nowym osiedlu. Przy sprzedaży mieszkań osiedle było reklamowane jako przyjazne osobom niepełnosprawnym. Teoretycznie jest, a jak jest w praktyce? W praktyce do każdego bloku jest podjazd na wózek. Krawężniki są bardzo wysokie, ale co jakiś czas są obniżane, żeby zjechać wózkiem. I cieszę się bardzo, że niepełnosprawna nie jestem, że jeżdżę tylko z wózkiem dziecinnym i że dzieci szybko rosną, bo dzień w dzień szału dostaję jak mam z tych udogodnień skorzystać.
Wczoraj nie wytrzymałam i zaczęłam robić zdjęcia. I będę je robić codziennie, celowo nie zamazując numerów rejestracyjnych samochodów. Zaznaczam, że to raczej nie są samochody mieszkańców osiedla, bo w tych godzinach większość z nich jest w pracy. Na osiedlu jest przychodnia specjalistyczna, sporo sklepów i lokali usługowych, do których ludzie przyjeżdżają samochodami.
Jeśli ktoś swój samochód rozpozna niech się wstydzi. A jak mnie poniesie to zacznę te zdjęcia do Straży Miejskiej i na Policję wysyłać.

 Nasza droga do szkoły tuż po minięciu własnego bloku:


a tak wygląda bardzo często zejście z mojej blokowej klatki:


Po tym marnym kawałku trawnika wózkiem nie da się przejechać, bo jest na nim pełno psich kupek i nie ma szansy ich ominąć.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

65. Air Show

Myślałam, że fotografowanie samolotów jest łatwe. Bardzo się myliłam. Zanim ustawiłam zoom, zanim aparat ustawił ostrość to samolotu już nie było. Latały bardzo szybko. Za to oglądać było co. Wspaniałe popisy akrobatyczne. Niektóre figury były niesamowite. Do tej pory wydawało mi się, że zatrzymanie samolotu w powietrzu nawet na kilka sekund jest niemożliwe. A jednak okazało się, że niektórzy piloci potrafią to zrobić. Rewelacyjna była również symulacja walki powietrznej pomiędzy migami a F16.
A o czym piszę? O Air Show w Radomiu, czyli jednej z największych w Europie imprez lotniczych.
Zdjęcia marne, bo robione z balkonu. Mąż z Michałem poszli na płytę lotniska, więc zrobili trochę zdjęć, kiedy samoloty stały na ziemi, ale robili aparatem na klisze, więc zanim film zostanie wywołany to trochę czasu upłynie. Ja zostałam z Wojtkiem w domu, bo okazało się, że bardzo boi się huku.A huku było co niemiara, szczególnie jak przelatywały bezpośrednio nad blokiem (rodzinę mamy na ostatnim piętrze).







W sobotę pojechaliśmy do kuzynki (serwetki jej się bardzo spodobały) która mieszka bezpośrednio przy lotnisku. Ulice dojazdowe do lotniska były zamknięte dla samochodów, ale kuzyn zgłaszał policji nasz przyjazd, więc przepuszczono nas przez blokadę. Poczułam się jak VIP, bo przy blokadzie był zakaz ruchu, ale z adnotacją, że nie dotyczy mieszkańców i VIPów. Mieszkańcami nie jesteśmy, więc chyba tymi VIPami zostaliśmy ;)
Niestety zdjęć nie zrobiłam bo zamiast patrzeć na samoloty nadrabiałam rodzinne zaległości towarzyskie. Ale w drodze mieliśmy małą przygodę. Jechaliśmy pustą ulicą, z jednej strony pola, z drugiej pola a nad nami przeleciały dwa samoloty tak nisko, że miałam wrażenie, że podwoziami dotykają dachu naszego samochodu. Dziwne uczucie. Trochę się przestraszyłam i od razu stanął mi w pamięci wypadek, który zdarzył się na ostatnim pokazie dwa lata temu.
Impreza była bardzo udana i mam nadzieję, że następnym razem zobaczymy więcej, bo Wojtek będzie już starszy i może nie będzie się bał?

Widzieliście kiedyś serce przebite strzałą namalowane kolorowymi dymami przez samoloty?

P.S.
Przyznam się, że latać samolotami się boję ale do samolotów wojskowych (i pilotów w stalowych mundurach) mam sentyment. Może przez to, że na tym własnie lotnisku się urodziłam? Gwoli ścisłości - urodziłam się w szpitalu, ale prosto z porodówki rodzice przywieźli mnie na lotnisko bo tam wówczas mieszkali ;)
Lubiłam też chodzić z wujkiem oficerem do hangarów i oglądać maszyny od środka. Wujek od wielu lat jest już pośród obłoków, ale ile razy widzę w górze wojskowy samolot od razu stają mi przed oczami nasze wycieczki.

piątek, 26 sierpnia 2011

64. Komplet serwetek

Czas biegnie jak szalony. Z niczym się nie wyrabiam. Nawet z fotografowaniem zaległych prac. Dzisiaj jednak poczułam się zmotywowana do wyjęcia aparatu, bo prezentowane serwetki mam w domu ostatni dzień. Jutro pójdą w świat.
Jedziemy po Michała i przy okazji odwiedzimy kuzynkę. Kuzynka mieszka w nowym domu. Co prawda w domu tym mieszka już od dawna, ale dotąd nie mieliśmy okazji, żeby ją odwiedzić. Wstyd się przyznać, ale nie widziałyśmy kilka lat. Tyle razy nas zapraszała a nigdy nie było czasu. Ponad 200 kilometrów w jedną stronę to jednak dużo. Jeśli jutro jej nie odwiedzimy to znowu minie rok zanim zjawimy się w jej okolicach.
A że do nowego domu nie idzie się z pustymi rękami, to zrobiłam jej komplet serwetek pod filiżanki. Myślicie, że pasuje na taką okazję?


poniedziałek, 22 sierpnia 2011

63. Koniec wakacji

Wakacje zawsze mijają zbyt szybko a rok szkolny zbliża się wielkimi krokami nieubłaganie. A jak to dzieci mają w zwyczaju - w wakacje zwykle szybciej rosną. Mój starszy też gwałtownie podskoczył, co zaskoczeniem nie było, gdyż zdążyłam się do tego przyzwyczaić. W związku z tym, że jego nagłe skoki wzrostu są już przewidywalne szycie wyjściowych ubrań zostawiłam na sam koniec wakacji. Poprzedni garnitur spakowany w pawlaczu czeka aż Wojtek do niego dorośnie a Michałowi trzeba było sprawić na 1 września coś nowego. Z racji dziury w domowym budżecie i sporego zapasu materiałów zachomikowanych w "latach tłustych" zrobiłam małą inwentaryzację. Znalazłam materiał, który mąż sobie kupił na garnitur i już od 2 lat zanosi go do krawca, tylko mu ciągle nie po drodze. Materiału było więcej niż mężowi potrzeba, więc ucięłam kawałek i uszyłam Michałowi spodnie. Ciężko się było przestawić na starego Łucznika mojej mamy, ale dałam radę dziwiąc się jak szybko człowiek potrafi przyzwyczaić się do lepszego. Odruchowo szukałam funkcji, których w maszynie mamy nie ma. Ale nic to. Przypomniały mi się dawne czasy, kiedy tylko na Łucznikach się szyło. Odmłodziłam się troszkę ;)
Spodnie gotowe. Przyznam się, że jestem z nich bardzo dumna. Na Michale układają się idealnie. Udało nam się też kupić eleganckie buty do garnituru. I tutaj zrobię darmową reklamę sklepom Boti, ale może komuś ta informacja się przyda. Są tam garniturowe buty dla dzieci. W tym sklepie, w którym robiliśmy zakupy rozmiarówka była od 34 w górę. Dla osób nieposiadających chłopców dodam, że bardzo ciężko jest kupić takie buty a adidasy do garnituru same wiecie jak wyglądają (inna sprawa, że garnitur dla dziecka też ciężko jest kupić - osobiście widziałam tylko w jednym sklepie z ceną przyprawiającą o zawrót głowy).
Zdjęcia takie sobie, bo właściciel spodni nadal przebywa u babci a kiedy mu je szyłam nie chciał zapozować do zdjęć, bo był zbyt zajęty graniem na komputerze (nawet z mierzeniem w trakcie szycia był problem). Tak więc zdjęcia na ludziu będą 1 września w drodze do lub ze szkoły.


I zbliżenie na materiał (niestety nie udało mi się sfotografować rzeczywistego koloru materiału)


Aż się prosi o marynarkę do kompletu, prawda? Michał zresztą też chce jeszcze marynarkę. Tylko mąż nie chce więcej materiału oddać bo się boi, że mu na garnitur nie wystarczy. Muszę go mocno przycisnąć, żeby wreszcie do tego krawca poszedł i przyniósł to co zostanie. Może na marynarkę jednak wystarczy?
I na koniec mój mały pomocnik ;)


W odpowiedzi na komentarze
Kiniu, niestety nie zobaczymy się w sobotę. Musimy pojechać po Michała i przywieźć go do domu, bo pierwszy dzwonek tuż tuż
Aniu, Iwonko, Dysiaczku, Gugo, Vilemoo, Myśli krzyżykiem pisane - dziękuję.
Magio przyznam, że o działalności gospodarczej myślę intensywnie od jakiegoś czasu, ale boję się, że nie będę miała zbytu a koszty tak czy inaczej ponosić będzie trzeba

niedziela, 21 sierpnia 2011

62. Wróciłam

I po urlopie. Brak internetu ma jednak wielkie plusy. Robótkowo wiele się działo. Ale dzisiaj nic nie pokazuję bo nie mam siły. Przejrzę zaległe wpisy na Waszych blogach i zaraz kładę się spać. Do jutra :)

niedziela, 14 sierpnia 2011

61. Urlop

Wyjeżdżam na tydzień. Dostępu do internetu niestety miała nie będę, ale za to będę miała dostęp do maszyny do szycia. A że potrzebuję uszyć coś na 1 września to prawdopodobnie to coś powstanie na wyjeździe (a przynajmniej mam taką nadzieję).
Zaczęty sweter tak jak podejrzewałam pójdzie do sprucia, bo włóczka okazała się wyjątkowo mało wydajna. Nie mam pojęcia co z niej zrobię. Myślałam, że pół kilograma to dużo, ale skoro na połowę rękawa (o długości 3/4) poszło całe 100 gram to wiem, że na całość nie wystarczy.
Papapa, do poczytania za tydzień :)