piątek, 13 maja 2011

6. Przykra niespodzianka

Czy tylko ja tak mam czy inni też? Wszystko co pojawiło się wczoraj na blogu dzisiaj zniknęło. Zmieniłam układ bloga i dzisiaj znowu wszystko jest jak przed zmianami. Często się to na bloggerze zdarza? Na bloxie mi się to nigdy nie przytrafiło.

środa, 11 maja 2011

5. Szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie

Było sari - nie ma sari. Za to jest żupan. Impreza w szkole bardzo się udała. Nieskromnie stwierdzam, że żupan też:-)
I z czapką.

Nie mieli dzisiaj lekcji, więc zamiast plecaka spakowaliśmy chlebak, który udawał sakwę.
I kilka szczegółów

Imprezę zaszczycili swą obecnością król, królowa i arcybiskup
Lubię jak w szkole coś się dzieje, a w szkole Michała sporo się dzieje bardzo często :-) Nie ukrywam, że był to jeden z powodów wybrania tej właśnie szkoły (Michał nie chodzi do szkoły w rejonie). A wszystkich zainteresowanych polskim strojem narodowym odsyłam do książki pani Ireny Turnau
Książka ta dużo mi pomogła przy szyciu stroju dla Michała.

poniedziałek, 9 maja 2011

4. Bollywoodem powiało, czyli przebieranki.

Lubicie się przebierać? Ja uwielbiam. Chyba mi to pozostało po wielu latach grywania w teatrze amatorskim.
Kupiłam sari i postanowiłam się w nie zamotać. Co prawda nie mam pojęcia jak to się profesjonalnie robi, ale najważniejsza dobra zabawa.
No tak, ale na co mi sari? Przecież chodzić w nim nie będę. Sari niestety zostało zakupione jako potrzebna bardzo pilnie tkanina i jeszcze dzisiaj zostanie pocięte. I stąd to zdjęcie. Chciałam zobaczyć jak się prezentuje zanim zakończy żywot. Taki ostatni papieros skazańca. We środę Michał ma przyjść do szkoły w stroju narodowym. Postanowiłam uszyć mu więc żupan. Ale z czego??? Odwiedziłam chyba wszystkie sklepy z tkaninami i nic nie znalazłam. Ale koleżanka podsunęła mi pomysł z sari. Ponad miesiąc szukałam odpowiedniego wzoru na allegro aż wreszcie znalazłam. Materiał jest ciemnoturkusowy cały haftowany złotą nitką. Jednym słowem idealny na żupan :-) Fotka z lampą błyskową
I bez lampy
A teraz siadam do maszyny, bo środa już pojutrze.

piątek, 6 maja 2011

3.Misz-masz

Kupiłam kiedyś krosno - spełnienie moich hafciarskich marzeń. Było to w latach 90-tych, więc wyboru wielkiego nie było, a wręcz wcale nie było wyboru. Krosno miało jednak jedną wadę. Nie miało regulacji wysokości. Da się z niego skorzystać jedynie siedząc na krześle i podkładając pod pupę poduszkę. No, ale ponieważ nie było innej alternatywy to siedziałam na tej poduszcze. Kilka lat później pojawiło się forum Kaan i słynne forumowe krosno - rewelacja. Z regulowaną wysokością oczywiście. Od poprzedniego różniło się również sposobem mocowania kanwy. Oczywiste jest, że dokonałam zakupu. Służyło mi wiele lat, dopóki na świecie nie pojawił się Wojtek i nie zaczął chodzić. Pojawił się wówczas problem. Z krosna wystawała bardzo duża ilość śrub. Nie muszę chyba mówić, jakie to jest niebezpieczne dla małego dziecka, które nie zastanawia się nad niczym tylko biegnie przed siebie. Krosno musiało zniknąć z mieszkania. No i zniknęło a ja wróciłam do starego. Tyle, że nie miałam już możliwości haftowania na krześle, bo z racji powiększenia się rodziny (ale niestety nie metrażu) trzeba było dokonać przemeblowania. Bez krosna haftuje mi się wyjątkowo źle - boli mnie nadgarstek od trzymania tamborka, stąd od dłuższego czasu na blogu nie było wpisów hafciarskich - nie haftowałam. Ale jakiś czas temu wpadłam na pomysł, żeby z tych dwóch krosien zrobić jedno Super Krosno. I dawno bym to zrobiła, tyle, że śruby nie pasowały. Do wczoraj. Kupiłam wreszcie pasujące śruby i dokonałam eksperymentu. Mam więc swoje super krosno, z którego mogę korzystać siedząc na fotelu lub wersalce :-)
Wygląd ma może nieciekawy (krosna były w różnych kolorach) ale liczy się funkcjonalność - regulowana wysokość i brak wystających śrub. Krosno skręcałam z Wojtkiem - miał dobrą zabawę. Uwielbia majsterkować :-)

czwartek, 5 maja 2011

2.Kamizelka

Nie spodziewałam się, że od wczoraj będę miała aż tylu odwiedzających. Bardzo dziękuję za wizyty, komentarze i dołączenie do grona obserwatorów :-)
A żeby nie było nudno to dzisiaj będą fotki. Robione co prawda w kiepskim oświetleniu, ale na wykonanie lepszych się nie zanosi. A jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma.
A ja lubię swoją kamizelkę. Wzór taki sam jak w poprzedniej - granatowej, tylko ta jest odrobinkę dłuższa. Wykorzystałam cały posiadany zapas kotka i się z tego bardzo cieszę.  Więcej tej włóczki kupować nie planuję bo apetyt mi wzrósł i mam ochotę na te z trochę wyższej półki, niemniej jednak i tak uważam, że kotek jest o niebo lepszy od włóczki, z której zrobiłam granatową kamizelkę, czyli Yarn Art Baby. A ona niby miała być z tych lepszych. Totalna pomyłka.
No ale czas na prezentację kamizelki :)


środa, 4 maja 2011

Nowe początki

Pierwszy wpis na nowym blogu.
Blog robótkowy jakoś tak sam mi się utworzył. Zbyt wiele osób szukając mnie na googlach znajdowało mój drugi blog, traktowany bardzo po macoszemu i z robótkami w zasadzie wcale nie związany. A przecież to robótkowanie jest moim hobby, któremu poświęcam prawie cały wolny czas. Nie wiem czy uda mi się przenieść tutaj starego bloga z bloxa. Obawiam się, że nie będzie to proste. Starego bloga nie likwiduję - zbyt wiele lat go prowadziłam i dużo dla mnie znaczy. Najbliższe wpisy będę robić podwójnie - na obu blogach, a potem zobaczę jak to będzie wyglądać.
Stary blog zostaje więc pod starym adresem http://www.dorfi.blox.pl/  a ja zapraszam wszystkich starych i nowych przyjaciół tutaj :)

czwartek, 1 marca 2007

40. Zabawa

Dostałam od Lucille zaproszenie do blogowej zabawy, więc ujawniam 5 nieznanych faktów z mojego życia:
1. Kiedyś bardzo chciałam być aktorką. Prawie całą podstawówkę grałam w przyszkolnym teatrze. W szkole średniej zaczęłam się bawić w reżyserię i niesamowicie mnie to wciągnęło. Dlatego postanowiłam zdawać właśnie na reżyserię. Niestety okazało się, że reżyseria jest na podyplomówce a na dziennych jest aktorstwo. No i się nie zdecydowałam. Nastąpił u mnie zwrot w kierunku fizyki jądrowej. Nawet dostałam na nią indeks po olimpiadzie fizycznej, ale w ostatnim dniu składania podań na studia złożyłam papiery na .... ekonomię.
2. Kiedy byłam dzieckiem mama kupiła mojemu młodszemu bratu śliczny sweterek z domkiem, słoneczkiem, chmurką - cały pejzażyk. A to były czasy, kiedy nic nie było w sklepach. Kiedy byliśmy w domu sami mój brat pomazał go tuszem z długopisu. Postraszyłam go wtedy, że jak mama wróci i to zobaczy, to dostanie lanie. Mój brat był tak przestraszony perspektywą lania, że aby mama nie zobaczyła tej plamy wziął nożyczki i ja wyciął. Jednak dostał lanie. Mnie się na szczęście upiekło.
3. Jeszcze jeden fakt z mojego dzieciństwa. Nagminnie rysowałam królewny gdzie się dało i czym się dało. Kiedy moja koleżanka z klatki była chora, postanowiłam zrobić jej niespodziankę i narysowałam jej kredą na ścianie koło drzwi prześliczną królewnę. Byłam z siebie niesamowicie dumna, bo taka ładna jak ta, to mi się jeszcze nigdy nie udała. I bardzo się dziwiłam, że jej babcia jeszcze przez pół roku mnie ganiała po osiedlu. A tak nawiasem mówiąc, to było to tuż po malowaniu klatki schodowej.
4. Kiedy byłam dzieckiem lubiłam koty i one lgnęły do mnie. W rodzinie mówiono na mnie "kocia mama".
5. Mój dziadek hodował kwiaty i bardzo je kochał. Mieliśmy taką własną tradycję, że na urodziny (jestem z maja) zawsze dostawałam od niego bukiet konwalii. Dziadziusia już nie ma, ale ja co roku w dzień urodzin kupuję sobie konwalie.

A do zabawy zapraszam:
Truscaveczkę
Mjermak
Ningę
Megann 120
Ajlii