sobota, 23 sierpnia 2014

262. O tym się nie mówi - to się nosi - cz.2

Pantalony, czyli protoplasta dzisiejszych majtek. Nie miałam oryginalnego wykroju, więc radziłam sobie jak mogłam łopatologicznie.
Skroiłam tak jak współczesne spodnie, skracając je odpowiednio. Oczywiście nie mają zaszewek ani zapięcia z przodu. Trzymają się na tasiemce zawiązywanej w talii. Dołem wykończone zostały tą samą koronką, która jest przy koszulce. W koronkę wciągnięta została wstążeczka, która jest ozdobą i jednocześnie reguluje dolny obwód nogawki do obwodu nogi.

 Pantalony uszyłam z bardzo delikatnego batystu, musiałam więc zabezpieczyć brzegi. Maszyny do szycia do prawda w owych czasach już były, ale miały tylko jeden rodzaj ściegu - stębnówkę. Coś trzeba było zrobić z brzegami tkaniny, a ścieg zygzakowy oczywiście odpadał. Brzegi zostały więc schowane.

Do dzisiaj trwają spory rekonstruktorek, czy koszulka była noszona na pantalony, czy też w owe pantalony była wpuszczana ;) W sumie nie wiem jaka to różnica - i tak wszystko zakrywa halka (o halce będzie w kolejnym poście).


Jeśli macie ochotę poczytać o gorsecie, to zapraszam tu. Gorset nie jest mojego autorstwa, więc na tym blogu o nim pisać nie będę.


c.d.n.

6 komentarzy:

  1. Świetne! podziwiam Twoją pasję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Chociaż tych pasji to mam chyba za dużo ;)

      Usuń
  2. Piękne są! Nie mogę zrozumieć, dlaczego większość dziewczyn tak się przeciw nim buntuje :P Przecież pantalony są takie urocze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może im się kojarzą z obciachem? ;) Albo uważają, że nie warto się męczyć z szyciem czegoś, czego i tak nie widać?

      Usuń
  3. I too have made a set of these items and you have done a fine job! it is fun to make and hard to believe that ancestors when to so much trouble!

    OdpowiedzUsuń