Nigdy nie lubiłam wrzucać swoich zdjęć do internetu. A wiadomo, że ubrania na płasko wyglądają wyjątkowo nijako. Manekin krawiecki nieco za gruby tu i ówdzie, no i nie ma rąk, nóg i głowy. Dlatego tygodniami a czasem nawet miesiącami ciągną się opóźnienia z prezentacją uszytych strojów. Cały czas mam nadzieję, że trafią się jakieś lepsze zdjęcia z którejś imprezy. A tu czas leci a zdjęć nie ma. Ale problem został rozwiązany.
Spodobały mi się manekiny wypożyczone na pokaz. Myślałam i myślałam, aż wreszcie podjęłam decyzję i kupiłam.
Przedstawiam piękną Mariannę, która co prawda jest ode mnie szczuplejsza, ale łatwiej wypchać tu gdzie potrzeba, niż odchudzić manekina krawieckiego ;)
Wilk syty i owca cała. Swoich zdjęć już wrzucać nie będę (chyba, że trafi się jakieś wyjątkowo ładne) a ubrania będą należycie zaprezentowane.
Jeszcze jakieś tło fotograficzne muszę sobie sprawić i będzie super :)
piątek, 7 kwietnia 2017
piątek, 10 marca 2017
332. Dzień Kobiet
Świętowanie Dnia Kobiet spotyka się co roku z dużą falą krytyki, ale na szczęście nie wszyscy tak uważają. Z okazji tego właśnie święta w pewnej szkole poprowadziłyśmy z koleżankami pokaz mody damskiej od XVII do XIX w. Mnie przypadł w udziale wiek XIX.
Wszystkie obecne panie zostały przywitane kwiatami
Suknie z XVII w. olśniewały kolorami. Żałuję, że nie było czasu na mierzenie. Chętnie bym taką suknię założyła :) Monika wspaniale opowiadała zarówno o sukniach jak i o życiu w tamtej epoce.
O modzie w XVIII w. opowiadała Alicja. Miło było słuchać. Dowiedziałam się kilku ciekawostek :)
Najpiękniejszą suknię Alicja zaprezentowała na sobie.
Nie obyło się niestety bez przygód. Nie dojechały wszystkie zamówione manekiny, a wśród tych, które dojechały kilka było uszkodzonych. Tak więc zamiast planowanych 10 manekinów dostałam tylko 6. Część strojów wróciła do domu. Nauczka na przyszłość - zamawiać więcej manekinów niż potrzeba.
A tak moje suknie prezentowały się z bliska:
- empir (widać, że manekin dużo za mały do tych strojów. Dostałyśmy manekiny w rozmiarze 34 a nie wszystko dało się poupinać szpilkami na plecach)
- krynolina
- strój do jazdy konnej (biust wypchany watą a i tak strój smętnie wisiał na manekinie).
na człowieku prezentuje się znacznie lepiej
- belle epoque
i prezentowany w poprzednim poście strój pokojówki.
W tle została zaprezentowana XIX-wieczna bielizna. Niestety nie mam zdjęcia w zbliżeniu. Jako, że nie wypada pokazywać znoszonej bielizny, specjalnie na wystawę uszyłam trochę nowych rzeczy - w tym pantalony (cieszyły się dużym zainteresowaniem), którym poświęcę osobny post.
Świętowanie Dnia Kobiet uważam za bardzo udane :)
W XIX w. uważano, iż nazwisko przyzwoitej kobiety może pojawić się w gazecie jedynie w formie nekrologu, nie wiem więc czy to źle, czy dobrze, że napisano o naszym pokazie w Dzienniku Polskim ;)
Wszystkie obecne panie zostały przywitane kwiatami
![]() |
| foto: Alina Śpiewak |
![]() |
| foto: Alina Śpiewak |
O modzie w XVIII w. opowiadała Alicja. Miło było słuchać. Dowiedziałam się kilku ciekawostek :)
![]() |
| foto: Alina Śpiewak |
![]() |
| foto: Alina Śpiewak |
Nie obyło się niestety bez przygód. Nie dojechały wszystkie zamówione manekiny, a wśród tych, które dojechały kilka było uszkodzonych. Tak więc zamiast planowanych 10 manekinów dostałam tylko 6. Część strojów wróciła do domu. Nauczka na przyszłość - zamawiać więcej manekinów niż potrzeba.
![]() |
| foto: Alina Śpiewak |
- empir (widać, że manekin dużo za mały do tych strojów. Dostałyśmy manekiny w rozmiarze 34 a nie wszystko dało się poupinać szpilkami na plecach)
![]() |
| foto: Alina Śpiewak |
![]() |
| foto: Alina Śpiewak |
![]() |
| foto: Alina Śpiewak |
![]() |
| foto: Alina Śpiewak |
![]() |
| foto: Alina Śpiewak |
![]() |
| foto: Monika Kozień |
- belle epoque
![]() |
| foto: Alina Śpiewak |
![]() |
| foto: Alina Śpiewak |
![]() |
| foto: Alina Śpiewak |
![]() |
| foto: Alina Śpiewak |
Świętowanie Dnia Kobiet uważam za bardzo udane :)
![]() |
| foto: Alina Śpiewak |
poniedziałek, 6 marca 2017
331. A gdzie służba?
Znacie serial Downton Abbey? Ja go uwielbiam. Za grę aktorów, za scenariusz, za miejsca, w których jest kręcony i oczywiście za stroje. Wspaniale pokazuje zarówno życie arystokratów jak i służby.
Uszyłam już tyle sukienek dla tzw. warstw wyższych, że zachciało mi się odmiany. Powstał więc strój pokojówki. Wersja, którą nosiło się na górze, czyli w pokojach państwa.
Suknia jest całkiem prosta. Jedyną ozdobą jest koronka przy stójce i mankietach. Za to fartuszek został wzbogacony pokaźną ilością zakładek i falbankami.
Czepek trochę nie pasuje, ale ten pasujący jest przypinany do włosów a manekin trafił się całkowicie łysy, więc trzeba było improwizować.
Suknia powstała na wystawę, o której niebawem napiszę coś więcej. Czekam na zdjęcia, które spływają powolutku. Sama nie zrobiłam ani jednego.
Uszyłam już tyle sukienek dla tzw. warstw wyższych, że zachciało mi się odmiany. Powstał więc strój pokojówki. Wersja, którą nosiło się na górze, czyli w pokojach państwa.
![]() |
| foto: Alina Śpiewak |
![]() |
| foto: Alina Śpiewak |
Czepek trochę nie pasuje, ale ten pasujący jest przypinany do włosów a manekin trafił się całkowicie łysy, więc trzeba było improwizować.
Suknia powstała na wystawę, o której niebawem napiszę coś więcej. Czekam na zdjęcia, które spływają powolutku. Sama nie zrobiłam ani jednego.
niedziela, 19 lutego 2017
330. Nieślubny
Nie przypuszczałam, że wiele lat po własnym ślubie będę kiedyś jeszcze nosić na głowie welon. Ale, że życie może zadziwić przekonałam się już wiele razy.
Na wielu portretach i rycinach z epoki empire kobiety mają welony. I nie są to portrety ślubne. Po prostu wtedy się je nosiło. Pomyślałam, że też taki welon zrobię. Wyciągnęłam z zapasów kawałek tiulu i nici i zaczęłam działać.
Najwięcej kłopotu sprawiło mi przeniesienie wzoru na tiul. Próbowałam zmywalnym mazakiem, kalką i nie dało rady. Jedynym wyjściem było rozrysowanie całości na kalce technicznej, przyszycie tiulu do kalki i haftowanie po wzorze bez dotykania kalki. Jako, że tiulu z kalką nie dało się naciągnąć na tamborek, cały welon musiał być rozłożony płasko na stole. I tu dziękowałam opatrzności, że nie zachciało mi się welonu długiego. Nie mam na tyle dużego stołu, że pomieścił długi welon w całości. Przez kilka dni rodzina była pozbawiona stołu, ale warto było. Welon mi się podoba. Tylko czy jeszcze trafi mi się okazja, żeby go założyć?
Na wielu portretach i rycinach z epoki empire kobiety mają welony. I nie są to portrety ślubne. Po prostu wtedy się je nosiło. Pomyślałam, że też taki welon zrobię. Wyciągnęłam z zapasów kawałek tiulu i nici i zaczęłam działać.
Najwięcej kłopotu sprawiło mi przeniesienie wzoru na tiul. Próbowałam zmywalnym mazakiem, kalką i nie dało rady. Jedynym wyjściem było rozrysowanie całości na kalce technicznej, przyszycie tiulu do kalki i haftowanie po wzorze bez dotykania kalki. Jako, że tiulu z kalką nie dało się naciągnąć na tamborek, cały welon musiał być rozłożony płasko na stole. I tu dziękowałam opatrzności, że nie zachciało mi się welonu długiego. Nie mam na tyle dużego stołu, że pomieścił długi welon w całości. Przez kilka dni rodzina była pozbawiona stołu, ale warto było. Welon mi się podoba. Tylko czy jeszcze trafi mi się okazja, żeby go założyć?
środa, 25 stycznia 2017
329. HAED odsłona 5, czyli warsztat pracy a zdrowie
Przyznam, że mam z tym wzorem trochę problemów. A właściwie nie tyle ze wzorem co z jego rozmiarem. Jest on większy niż pole pracy na moich obu krosnach. Jedno z nich ma ramę regulowaną, więc zdjęłam ją z krosna, przesunęłam drążki i naciągnęłam kanwę. Ramę zamontowałam na stojaku do tamborka. I niby wszystko pięknie, ale rama pod własnym ciężarem opada i stojak nie jest w stanie jej utrzymać. W czasie haftowania muszę opierać ją o poręcze fotela.
I niby wszystko jest fajnie, pod warunkiem, że mam długie przerwy w haftowaniu. Czasem jednak mam zrywy i chcę haft podgonić, bo gryzą mnie wyrzuty sumienia, że dawno już powinnam go skończyć a nadal mam tak mało.
Dopiero niedawno zorientowałam się, że drętwienie ręki, bóle i zawroty głowy są związane z kręgosłupem szyjnym. Trochę mnie to uspokoiło, bo już sobie wyobrażałam nie wiadomo jakie choroby. Ale skąd problemy z kręgosłupem szyjnym? Ano od mojej ramy do haftu. Rama leży na moich kolanach, kanwa to 18-tka, więc żeby widzieć muszę się mocno schylać.
Przez ostatni weekend spędziłam nad haftem znaczną ilość godzin - wszystkie dolegliwości wróciły.
Pożegnałam się więc z ramą. Haft naciągnęłam na tamborek, który jest lekki a stojak utrzymuje go na tyle wysoko, że nie muszę się schylać. Minusem jest jednak ograniczony rozmiar pola haftu i nieco przeszkadza to przy parkowaniu. Ale nic to - zdrowie ważniejsze. W planach mam zakup większego tamborka, może będzie łatwiej.
Ale za to mogę się pochwalić krzyżykami, które przybyły :)
I haftuję nadal, tyle, że w innych warunkach. Oby zawroty głowy już nie powróciły. Dbajcie o swój warsztat pracy. Robótkowe gadżety też są ważne.
I niby wszystko jest fajnie, pod warunkiem, że mam długie przerwy w haftowaniu. Czasem jednak mam zrywy i chcę haft podgonić, bo gryzą mnie wyrzuty sumienia, że dawno już powinnam go skończyć a nadal mam tak mało.
Dopiero niedawno zorientowałam się, że drętwienie ręki, bóle i zawroty głowy są związane z kręgosłupem szyjnym. Trochę mnie to uspokoiło, bo już sobie wyobrażałam nie wiadomo jakie choroby. Ale skąd problemy z kręgosłupem szyjnym? Ano od mojej ramy do haftu. Rama leży na moich kolanach, kanwa to 18-tka, więc żeby widzieć muszę się mocno schylać.
Przez ostatni weekend spędziłam nad haftem znaczną ilość godzin - wszystkie dolegliwości wróciły.
Pożegnałam się więc z ramą. Haft naciągnęłam na tamborek, który jest lekki a stojak utrzymuje go na tyle wysoko, że nie muszę się schylać. Minusem jest jednak ograniczony rozmiar pola haftu i nieco przeszkadza to przy parkowaniu. Ale nic to - zdrowie ważniejsze. W planach mam zakup większego tamborka, może będzie łatwiej.
Ale za to mogę się pochwalić krzyżykami, które przybyły :)
I haftuję nadal, tyle, że w innych warunkach. Oby zawroty głowy już nie powróciły. Dbajcie o swój warsztat pracy. Robótkowe gadżety też są ważne.
wtorek, 24 stycznia 2017
328. Karnawał czas zacząć
Z wielkiego chaosu w pracowni (czytaj z wielu niedokończonych prac) wreszcie coś się wyłoniło.
Latem powstała frywolitkowa koronka (z tego wpisu)
i tak sobie leżała czekając na swój czas.
Jakiś czas temu (też dość dawno) kupiłam perełki
W domu od dłuższego czasu leżał granatowy bawełniany aksamit i zajmował miejsce. Aż nadszedł dzień, kiedy wszystko połączyłam w jedno i powstała suknia.
Pierwszy raz miałam ją na sobie na imprezie andrzejkowej w dworku w Branicach, ale jakoś tak się złożyło, że nie doczekała się zdjęć.
Drugi raz założyłam ją na bal zorganizowany na zamku w Oświęcimiu.
I wreszcie mam zdjęcia, na których widać suknię w całości :)
I to uczucie, kiedy wreszcie coś skończyłam i zwolniło się odrobinę miejsca w szafce z materiałami :D
A bal był rewelacyjny. Wszystko było wspaniałe - zamek, padający śnieg, tańce, pięknie udekorowany stół i goście, którzy ubrani byli zgodnie z wymogami danej epoki. Jednym słowem - bal idealny. Przenieśliśmy się w czasie i nic nas nie rozpraszało.
Oby takich więcej :)
Latem powstała frywolitkowa koronka (z tego wpisu)
i tak sobie leżała czekając na swój czas.
Jakiś czas temu (też dość dawno) kupiłam perełki
W domu od dłuższego czasu leżał granatowy bawełniany aksamit i zajmował miejsce. Aż nadszedł dzień, kiedy wszystko połączyłam w jedno i powstała suknia.
Pierwszy raz miałam ją na sobie na imprezie andrzejkowej w dworku w Branicach, ale jakoś tak się złożyło, że nie doczekała się zdjęć.
Drugi raz założyłam ją na bal zorganizowany na zamku w Oświęcimiu.
I wreszcie mam zdjęcia, na których widać suknię w całości :)
![]() |
| foto: Paulina Kowalczyk |
![]() |
| foto: Monika Kozień - fotografia |
![]() |
| foto: Monika Kozień - fotografia |
![]() |
| foto: Paulina Kowalczyk |
![]() |
| foto: Monika Kozień - fotografia |
I to uczucie, kiedy wreszcie coś skończyłam i zwolniło się odrobinę miejsca w szafce z materiałami :D
A bal był rewelacyjny. Wszystko było wspaniałe - zamek, padający śnieg, tańce, pięknie udekorowany stół i goście, którzy ubrani byli zgodnie z wymogami danej epoki. Jednym słowem - bal idealny. Przenieśliśmy się w czasie i nic nas nie rozpraszało.
Oby takich więcej :)
środa, 4 stycznia 2017
327. Wyrzuty sumienia, czyli czego NIE zrobiłam w 2016r.
Na wielu blogach okres noworoczny jest okresem podsumowań prac wykonanych w 2016r. Piękne to bardzo. U mnie jednak będzie odwrotnie. Zaprezentuję prace, które powinny być skończone, ale nie są. Jednym zabrakło mniej, innym więcej. Będę je prezentować po kolei z nadzieją, że zanim przyjdzie kolej na pokazanie następnej pracy, to zdążę ją skończyć (w jednej np, trzeba tylko wciągnąć sznureczek ;) )
Może uda mi się pokonać słomiany zapał i za rok takiego postu już nie napiszę :)
Przedstawiam więc pracę numer 1, czyli największy wyrzut sumienia - wachlarz - robiony jako prezent dla znajomej, którą bardzo cenię i szanuję.
Wykonane prace:
1. Poszukiwania odpowiedniego mocnego, drewnianego stelaża. Zajęły sporo czasu, zakończyły się sukcesem - stelaż kupiłam.
2. Poszukiwania nici odpowiednio cienkich, mocnych i w kolorze stelaża. Znowu sporo czasu, ale znalazłam i kupiłam.
3. Poszukiwania odpowiedniego wzoru a potem dopasowanie go do rozmiarów stelaża. Samo dopasowanie zajęło mi 2 dni.
A wachlarza jest tyle:
Może uda mi się pokonać słomiany zapał i za rok takiego postu już nie napiszę :)
Przedstawiam więc pracę numer 1, czyli największy wyrzut sumienia - wachlarz - robiony jako prezent dla znajomej, którą bardzo cenię i szanuję.
Wykonane prace:
1. Poszukiwania odpowiedniego mocnego, drewnianego stelaża. Zajęły sporo czasu, zakończyły się sukcesem - stelaż kupiłam.
2. Poszukiwania nici odpowiednio cienkich, mocnych i w kolorze stelaża. Znowu sporo czasu, ale znalazłam i kupiłam.
3. Poszukiwania odpowiedniego wzoru a potem dopasowanie go do rozmiarów stelaża. Samo dopasowanie zajęło mi 2 dni.
A wachlarza jest tyle:
Subskrybuj:
Posty (Atom)































