niedziela, 31 lipca 2011

53. Miarka - odsłona IX

Kolejny obrazek na miarce skończony.


Zanim zgrałam zdjęcie z aparatu na komputer wyhaftowałam miarkę do końca. Mam nadzieję, że jutro uda mi się ją uprać, uprasować i uszyć.

piątek, 29 lipca 2011

52. Równowaga w przyrodzie

Prawdą jest powiedzenie, że równowaga w przyrodzie musi być. Ostatnio mój nastrój był grubo poniżej średniej. Tkwiłam w głębokim dole psychicznym z powodu problemów z balustradą i paru innych spraw. Ale ostatnio spotkało mnie też sporo bardzo miłych rzeczy. Dostałam od Was przesympatyczne komentarze, od Iwony 150 i Katarzyny dostałam wyróżnienie, a na dodatek wygrałam candy u Kahlan84 .
Nastrój mi się znacznie poprawił.

Odnośnie wyróżnienia.
Dziewczyny bardzo, bardzo Wam dziękuje za wyróżnienie. Jest mi niezmiernie miło, że postanowiłyście mi je przyznać. Trudno mi jednak przekazać pałeczkę dalej i wyróżniać konkretne blogi, bo musiałabym je chyba wybierać losowo. Regularnie zaglądam na wiele blogów i ograniczenie się do konkretnej liczby ulubionych jest w moim przypadku niemożliwe. Wyróżniam wszystkie blogi, które są na pasku z lewej strony. Czytam je regularnie i nie przegapiam ani jednego wpisu. Natomiast co do napisania trochę o sobie, to pisałam już dwa razy. Ale podam linka, do wpisu, który już jest przeniesiony na ten - nowy blog.
http://robotkowebajdurzenie.blogspot.com/2007/03/40-zabawa.html


I jeszcze o barierce. Kowal - choć spóźnił się ponad godzinę - przyjechał. Barierkę poprawił,  więc jest już prawie dobrze. Prawie, bo jeszcze kilku poprawek wymaga. Ma być skończona za 2 tygodnie. Trzymajcie kciuki, żeby mu się udało dotrzymać terminu.

środa, 27 lipca 2011

poniedziałek, 25 lipca 2011

50. Na uspokojenie

Nerwy mnie zżerają. Zżerają mnie już od jakiegoś czasu, ale od wczoraj nie mogę sobie miejsca znaleźć. A wszystko przez barierkę do schodów. Zamówiliśmy ją kilka miesięcy temu. Miała być gotowa na maj. Mamy końcówkę lipca. Niezły poślizg, prawda? Na początku przesuwanie terminu nas nie martwiło, bo mieliśmy czas i inne "brudne" prace do zrobienia. Ale do czasu. Fachowiec obiecywał, że zrobi ją na koniec czerwca. A wtedy to już nam się zaczęło spieszyć. No i stale słyszeliśmy "w przyszłym tygodniu". Trzy tygodnie temu przywieźli ramę barierki do przymiarki. Totalna porażka. Byliśmy załamani. Nie wiedzieliśmy, czy czekać aż poprawią czy szukać innego fachowca, który nam ją zrobi. No ale nikt nie zrobi " na wczoraj". Już się zastanawialiśmy nad jakimkolwiek ślusarzem, który nam zrobi prowizorkę za jak najmniejsze pieniądze, żeby tylko odebrać dom. No ale obecny fachowiec obiecał ją poprawić na "za tydzień". Oczywiście tych "za tydzień" znowu było już kilka. Ostatni  był w minioną sobotę - fachowiec nie przyjechał. Obiecał, że przyjedzie dzisiaj. A ja od wczoraj cała w nerwach: po pierwsze czy przyjedzie, po drugie czy przywiezie poprawioną barierkę, a po trzecie czy ta barierka to będzie to co miało być. Tylko tej nieszczęsnej barierki nam brakuje do odbioru domu. Potem trzeba będzie złożyć papiery i czekać miesiąc na odpowiedź. Boję się tylko, że bank nie będzie czekał i wymówi nam umowę kredytową za niedotrzymanie terminu umowy. Raczej nikogo w banku nie będzie obchodziło, że mieliśmy niesolidnego fachowca. A zegar bije nieubłaganie.
Z racji nerwowej atmosfery musiałam zrobić coś na uspokojenie. A że niesamowicie uspokaja mnie robienie na drutach, to wyciągnęłam włóczkę otrzymaną od Pimposhki . Włóczka ma niesamowicie energetyzujące kolory i chociaż jest jej malutko, bo tylko 50 g to na szaliczek dla malutkiej siostrzenicy powinno wystarczyć. No to się pouspokajam jeszcze troszeczkę.

niedziela, 24 lipca 2011

49. Kamizelka skończona

Jak na moje tempo pracy to bardzo szybko skończyłam tę kamizelkę. Na obecną pogodę jest w sam raz. Zdjęcia na modelu nie będzie bo model ciągle biegał i nie chciał się zatrzymać nawet na moment. Kolory wyszły trochę przekłamane ale tak to jest jak się robi zdjęcia przy sztucznym świetle.

A mnie już ciągnie do kolejnej robótki. Podejrzewam, że mogę mieć na nią dość dużo czasu, bo komputer coraz częściej się buntuje. Dzisiaj za każdym razem miałam kłopoty z uruchomieniem systemu. Boję się, że jego koniec jest coraz bliżej a na nowy na razie kasy brak.
Mam nadzieje, że jutro jednak się jeszcze pojawię. Pozdrawiam i miłej nocy wszystkim życzę.

48. Przerwa techniczna

Spróbuję skopiować stary blog w to miejsce. Zajmie mi to dużo czasu i przez kilka dni na blogu mogą dziać się różne dziwne rzeczy. Ale mam nadzieje, że uda mi  się wszystko przenieść i podzielić na kategorie. Niestety nie umiem przenieść Waszych komentarzy :(


edit:
Przeniosłam posty z dwóch pierwszych miesięcy prowadzenia bloga. Ile w nich wspomnień. Na razie przerwa w przenoszeniu.

sobota, 23 lipca 2011

47. Jak dziki osioł.

Bardzo szybko z lwicy przerodziłam się w oślicę :D
Zaraz po wczesnym obiedzie pojechaliśmy na budowę sprzątać. To co zostawili po sobie robotnicy wołało o pomstę do nieba. No to sprzątaliśmy. Mąż wziął na swe barki porządki w garażu a mnie przypadła reszta. Z racji braku rupieci w środku ta reszta poszła nawet całkiem sprawnie, z wyjątkiem łazienki. Nawet mi do głowy nie przyszło, że można tak usyfić łazienkę. To co pokazują w "Perfekcyjnej pani domu" to przy tym pikuś. Zapakowałam więc domestosy, cify i inne szmaty i szorowałam. Zdarłam przy tym nawet dość grube rękawice. Narobiłam się jak ten przysłowiowy dziki osioł, ale najważniejsze jest, że łazienka nadaje się do użytkowania. Na szczęście więcej tam już samych robotników zostawiać nie będziemy (jak mieli większą robotę to tam nocowali, więc siłą rzeczy musieli korzystać z łazienki).
Po pracy wypiliśmy pierwszą kawę w nowym domu
Smakowała wybornie (pewnie dlatego, że pierwsza). Proszę nie patrzeć na wymiętoloną serwetę - żelazka jeszcze nie przewieźliśmy - zresztą i tak nie mamy jeszcze gniazdek ;) Kawę piliśmy po japońsku, czyli siedząc na podłodze, bo krzeseł też jeszcze tam nie mamy. Przewieźliśmy dzisiaj tylko ławę, ale i tak od razu zrobiło się bardziej po domowemu.
Na szczęście maluch był grzeczny i zaraz jak tylko przyjechaliśmy padł, więc można było coś zrobić.
Za to teraz ciekawa jestem do której będzie brykać. Mąż już od dawna śpi a ja siedzę z pełnym energii dzieckiem. Ale czemu się dziwić, skoro przespał całe popołudnie (obudził się o 21-ej jak się pakowaliśmy do domu).