piątek, 2 października 2015

292. Jak Scarlett O'Hara

Szycie idzie mi ostatnio o wiele lepiej niż pisanie. A wszystkiemu winne zdjęcia, a dokładniej ich brak. Padła mi karta w aparacie i jakoś nie mogę się zebrać, żeby pojechać po nową. Ciągle mi nie po drodze. A jak nie ma aparatu to nie ma zdjęć. A jak nie ma zdjęć, to robienie wpisu na blog nie ma sensu, bo większość osób nie czyta tylko zdjęcia ogląda (jeśli się mylę to mnie poprawcie).

Ale mam kilka zdjęć z imprez, na których byłam w uszytej niedawno sukni (dobrze, że na imprezy przychodzi sporo fotografów :) ).

foto: Artur Górski
Zakochałam się w pagodowych rękawach. Może i nie są zbyt wygodne, bo trzeba uważać, żeby przypadkiem czegoś nie strącić (jakby przy krynolinie ogólnie nie trzeba było ciągle uważać :p ) ale są urocze. Na pewno nie przeszkadzają w haftowaniu :)

foto: Paulina Kowalczyk
ani w piciu herbaty ;)

foto: Ilja Van de Pavert


Inspiracją była dla mnie suknia z 1861 roku. O ta właśnie :)

zdjęcie z netu
Jak widać zmieniłam kolor. Zamiast kwiatuszków wolę kratkę. Uzupełnieniem jest czarna koronka i czarna wstążka. Szyło się bardzo przyjemnie.
Byłam w niej na dwóch imprezach i suknia prawie zdała egzamin. Prawie, bo w czasie drugiej imprezy strasznie lało a pokazu nie wypadało odwoływać. Od chodzenia po deszczu suknia zmokła i zafarbowała mi halkę. Czy ktoś zna jakiś sposób, żeby to odplamić. Moczyłam ją przez 3 dni codziennie zmieniając proszek z odplamiaczem na świeży. Potem dwa razy prałam ją w pralce a plamy nie zeszły. Trochę zblakły, ale nie zeszły. Tak, wiem, że to tylko halka i jej spod sukni nie widać, ale chciałabym, żeby znowu była bielutka. Dobrze, że się koronki nie zafarbowały, to trochę mniej boli ;)

Obiecuję, że postaram się jak najszybciej kupić kartę do aparatu, bo przez ten czas szyłam dużo. Mam też do pokazania trochę haftów. Oj, nazbierało się tego, nazbierało :)


piątek, 21 sierpnia 2015

291. Kwiaty - to co najpiękniejsze latem.

Zawsze marzyłam o posiadaniu własnego ogrodu. Kocham kwiaty. Uwielbiam patrzeć jak rosną, jak kwitną, jak zawiązują nasiona na kolejny rok. Marzenia czasem się spełniają, więc i ja doczekałam się własnego skrawka ziemi.
Upały trochę zaszkodziły roślinom. Podlewanie dwa razy dziennie nie wszystkim pomogło, ale mieczyki i róże nadal kwitną.




Lato zbliża się jednak ku końcowi. Zbieramy owoce i warzywa.


Robimy przetwory. Chcemy zatrzymać je na dłużej.

Ja też chcę zatrzymać kwiaty na dłużej. Najlepiej na zawsze. A czy haft nie jest najlepszym sposobem na zatrzymanie kawałka lata?

Powstaje kolejna historyczna sukienka :)

środa, 12 sierpnia 2015

290. Ciut bielizny

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze. Pomogły mi podjąć decyzję i uporządkować sprawy związane z blogami. Wszystkie robótki będą tutaj, a tam pozostałe rzeczy i relacje z imprez historycznych.
A że imprez w nadchodzących tygodniach jest dość sporo, planowałam dużo szycia. Niestety upały pokrzyżowały mi plany i znaczna część z nich nie powstanie, albo powstanie w bliżej nieokreślonej przyszłości. Szyjąc firanki dla mamy spaliłam silnik w maszynie - przegrzał się przez te upały. Naprawa dość mocno trzepnęła mnie po kieszeni i teraz boję się szyć przy takiej pogodzie a na szycie ręczne też się nie piszę, bo bardzo pocą mi się ręce i nie chcę poplamić ubrań jeszcze w trakcie szycia.
Ale coś tam dłubię nocami jak nieco się schładza. W sumie to powoli zmieniam swój tryb życia. Staram się przesypiać godziny największych upałów i nie spać w nocy. W nocy robię pranie, sprzątam, podlewam ogród (rośliny schną w oczach. Podlewam jak się ściemni i drugi raz bladym świtem a i tak niewiele to daje) i gotuję obiady na następny dzień, które tylko potem w mikrofalówce odgrzewam, żeby kuchenką nie dogrzewać dodatkowo mieszkania. I oczywiście ogromny gar kompotu lub lemoniady, który do rana zdąży wystygnąć i jak się zaczynają upały jest w sam raz do picia. Powoli więc zmieniam się w zombie (i tak niestety coraz bardziej się czuję).
Nocami powstała też nowa halka do krynoliny. I całkiem jestem z niej zadowolona :)


niedziela, 2 sierpnia 2015

289. Pytanie do odwiedzających

Od dłuższego czasu jedna myśl nie daje mi spokoju. Prowadzę dwa blogi - jeden robótkowy a drugi o "życiu" w XIX wieku. Na drugim blogu też są robótki, tyle, że związane z tamtą epoką. Zastanawiam się czy nie przenieść wszystkiego tutaj. Odkąd rozdrabniam się na dwa blogi, tutaj pojawia się znacznie mniej wpisów.
Co o tym sądzicie? Zostawić tak jak jest, czy przenieść szycie historyczne tutaj a tam zostawić inne wpisy - nierobótkowe?
A może wszystko przenieść (tutaj tylko ustawić odpowiednie etykiety) a tamten blog zamknąć?
Pomożecie mi podjąć decyzję?

środa, 22 lipca 2015

288. Nowa-stara maszyna

Żaliłam się mamie, że przy szyciu gorsetu maszyna mi nie chciała szyć. Przepuszczała ściegi bo było za grubo.
Jakiś czas później mama zadzwoniła z informacją, że mają dla mnie prezent. Tata coś wypatrzył i mi kupił. Ale musiałam trochę poczekać bo nie było jak tego do mnie przywieźć (ciężkie jak słoń). Aż nadszedł czas, że trafił się odpowiedni samochód i prezent do mnie dotarł.
Stary Łucznik z lat 50-tych. Był napędzany na nogę, ale poprzedni właściciel zamontował silnik. Chociaż z maszyny na nogę też bym się ucieszyła. Mogłabym szyć nawet gdy nie ma prądu, a tego typu awarie zdarzają się u mnie dość często. Jak na maszynę z lat 50-tych przystało ma tylko jeden ścieg - stębnówkę. Ale za to szyje skóry, futra i wszystkie grube materiały. Maszyna nie do zdarcia - wtedy Łucznik to była dobra marka. Uwielbiam ją i żaden gorset mi już niestraszny :)

Maszyna w komplecie z szafką :)



wtorek, 21 lipca 2015

287. Dama numer 2

Zaczęta w trakcie wakacyjnych wojaży a skończona w domu. I bardzo dobrze się stało, że zaczęłam ją haftować jako drugą bo zabrakło mi nici. Na wyjeździe miałabym z tym spory kłopot. Na szczęście w domowych zapasach brakujące kolory miałam i bez nerwów mogłam ją dokończyć.
Brak nici mnie nieco zaskoczył, chociaż było to prawdopodobne. Instrukcja zakłada haftowanie jedną nitką. Mnie się to jednak nie podobało i haftowałam dwiema. Pierwszą damę haftowałam z duszą na ramieniu czy nici na pewno wystarczy. Wystarczyło a nawet zostało. Niektórych kolorów zostało dość dużo. Więc już całkiem na luzie damę numer 2 też zaczęłam haftować dwoma nitkami. I tu niespodzianka. Dwóch kolorów zabrakło. Czy by ich wystarczyło gdybym haftowała jedną nitką tego nie wiem. Może tak a może nie. Jednak potwierdziła się zasada, że dobrze mieć w domu zapasy, bo nigdy nie wiadomo kiedy mogą się przydać.
A dama numer 2 po ukończeniu i oprawieniu wygląda tak:

I obie damy w komplecie:

Jeszcze nie wiem czy powieszę je na ścianie czy postawię na jakimś meblu. Muszę to przemyśleć :)



niedziela, 19 lipca 2015

286. Wakacyjna dama

Koniec roku szkolnego nadszedł szybko a wraz z nim wakacje. Kto nie marzy o urlopie i wakacjach? Ledwo przebrzmiał ostatni szkolny dzwonek a już byliśmy spakowani. A jak wiadomo,  na wakacje najlepsza jest mala robótka. Zabrałam więc ze sobą obie damy. Urlop spędziliśmy bardzo intensywnie włócząc się od zamku do zamku ( w tym roku tematem przewodnim były zamki na Słowacji), więc na haftowanie zbyt dużo czasu nie zostawało. Jednak po kilkanaście krzyżyków przed snem udawało mi się zrobić. Jedna dama została skończona w całości a druga częściowo. Po powrocie do domu doczekała się wyprania i oprawienia.
A tak się prezentuje w ramce.