Zbliżał się Zlot Krynoliny w Ojcowie a stary słomkowy kapelusz już mi się znudził. No jak nic trzeba było sprawić sobie nowy, w dodatku pasujący do posiadanych ciuchów.
Szybki przegląd zapasów (dodam, że dość sporych zapasów) materiałów w szafie doprowadził mnie do wniosku, że nic się nie nadaje, nic nie pasuje i w ogóle nie mam z czego zrobić kapelusza i włączył się nastrój na marudzenie.
Ale od czego koleżanki? Nie ma to jak przyjadą dwie Alicje jednocześnie :)
Jedna przywiozła kawałek grubego filcu a druga kawałek lambrekina od lumpeksowej zasłony, który miał być materiałem próbnym. Okazało się, że ten kawałek idealnie pasuje kolorem do mojej sukienki. Tak więc wykrój próbny powstał z czego innego a kawałek lambrekina zagarnęłam ja :)
A nie był to byle jaki lambrekin, bo uszyty był z pięknego bordowego bawełnianego (!) aksamitu.
Wstążka w domu była, strusie pióro też, kawałek batystu i koronki wygrzebałam w szufladzie z resztkami. Wykorzystałam też czerwony kamień, który kupiłam kilka lat temu bo mi się podobał i tak sobie leżał czekając na swój czas. No to się doczekał :)
A co mi wyszło? A to:
A tak się prezentowałam w całości :)
![]() |
foto: Paulina Kowalczyk |
P.S.
Jak widać Piękna Marianna dostała wreszcie perukę :)