Lato się kończy, pora pomyśleć o nowym roku szkolnym. Nie wiem czy wszystkie dzieci tak mają, ale moje mają zwyczaj sporo rosnąć w czasie wakacji. Z tego powodu okazały się potrzebne nowe spodnie galowe do szkoły, bo ubiegłoroczne dziwnym trafem okazały się za krótkie. Na szczęście w chomiczych zapasach znalazł się potrzebny materiał (który Pan Mąż kupił sobie ze 3 albo i 4 lata temu na garnitur i do tej pory nie doszedł z nim do krawca - myślicie, że zauważy brak kawałka? A może całkiem o tym materiale zapomniał? Fajnie by było, bo mam wielką ochotę uszyć sobie z niego kostium do pracy).
Spodnie klasyczne garniturowe. Kolor ciemnogranatowy (tak samo koszmarny w fotografowaniu jak czarny).
Nie cierpię prasowania męskich spodni, szczególnie jeśli mają kanty. A może pora na zakup nowego żelazka? Niby dobrej marki, ale swoje lata już ma (dostaliśmy je w prezencie ślubnym). Możecie polecić jakiś ciekawy model? Jakoś wypadłam z obiegu jeśli chodzi o rynek żelazek. A może kupić stację parową?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uwalniamy tkaniny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uwalniamy tkaniny. Pokaż wszystkie posty
środa, 27 sierpnia 2014
piątek, 11 kwietnia 2014
246. Zdążyć przed świtem
Zdarzają się wam takie dni, kiedy wszystko układa się nie tak jak powinno?
Mnie niestety tak. I to najczęściej wtedy, gdy intensywnie pracuję zawodowo i zostaje mi bardzo mało czasu na życie prywatne.
Odbierając we wtorek Młodszego z przedszkola, przeczytałam wywieszoną na drzwiach kartkę, że w piątek (czyli dzisiaj) chłopcy mają być ubrani w białe koszule (jakaś niespodzianka miała być).
Biała koszula oczywiście była - gdzieś.
Nie mamy jeszcze wszystkich potrzebnych mebli, więc w szafie są tylko ubrania, w których chodzimy na co dzień, a reszta jest w pudłach. No tak, ale w którym jest koszula? Szukałam cały wieczór i nie znalazłam. Ale duża część rzeczy została jeszcze na starym mieszkaniu. Trzeba było tam pojechać. Pojechałam następnego dnia. I znalazłam. Tyle tylko, że po przymierzeniu okazała się za mała.
Późno już było, sklepy zamknięte, więc na zakup nowej koszuli został nam czwartek. Z racji tego, że w tym tygodniu znowu codziennie jeżdżę w delegację, wróciłam późno i zdążyłam tylko do 3 sklepów, które były dłużej otwarte - niestety w żadnym nie było białych koszul.
Zostało tylko jedno wyjście - uszyć ją samemu.
Materiał miałam, bo kupiłam sobie jakiś czas temu białą etaminę na bluzkę i nie miałam czasu jej uszyć.
Problem był tylko jeden. Zanim wróciliśmy do domu, zjedliśmy kolację, zanim położyłam dzieci spać, zrobiła się 21.30. Koszula musiała być gotowa na rano.
Szyłam od 21.30 do 2 nad ranem z dwoma przerwami na herbatę i mycie, bo ciepłą wodę mamy tylko do północy.
Ale uszyłam. A co wyszło?
Dręczyło mnie tylko jedno pytanie - czy koszula będzie dobra? Szyłam ją bez przymiarek, bo właściciel smacznie w tym czasie spał.
Odpowiedź poznałam dopiero rano.
Nie pytajcie czy byłam przytomna dzisiaj w pracy. Poszłam spać po 2-ej a musiałam wstać przed 6-tą.
Mam nadzieję, że takie nocne szycie nie powtórzy się już w najbliższym czasie.
No i znowu została mi resztka, bo materiał kupowałam z myślą o bluzce dla siebie. Znów mnie czeka kombinowanie co z niej uszyć ;)
Mnie niestety tak. I to najczęściej wtedy, gdy intensywnie pracuję zawodowo i zostaje mi bardzo mało czasu na życie prywatne.
Odbierając we wtorek Młodszego z przedszkola, przeczytałam wywieszoną na drzwiach kartkę, że w piątek (czyli dzisiaj) chłopcy mają być ubrani w białe koszule (jakaś niespodzianka miała być).
Biała koszula oczywiście była - gdzieś.
Nie mamy jeszcze wszystkich potrzebnych mebli, więc w szafie są tylko ubrania, w których chodzimy na co dzień, a reszta jest w pudłach. No tak, ale w którym jest koszula? Szukałam cały wieczór i nie znalazłam. Ale duża część rzeczy została jeszcze na starym mieszkaniu. Trzeba było tam pojechać. Pojechałam następnego dnia. I znalazłam. Tyle tylko, że po przymierzeniu okazała się za mała.
Późno już było, sklepy zamknięte, więc na zakup nowej koszuli został nam czwartek. Z racji tego, że w tym tygodniu znowu codziennie jeżdżę w delegację, wróciłam późno i zdążyłam tylko do 3 sklepów, które były dłużej otwarte - niestety w żadnym nie było białych koszul.
Zostało tylko jedno wyjście - uszyć ją samemu.
Materiał miałam, bo kupiłam sobie jakiś czas temu białą etaminę na bluzkę i nie miałam czasu jej uszyć.
Problem był tylko jeden. Zanim wróciliśmy do domu, zjedliśmy kolację, zanim położyłam dzieci spać, zrobiła się 21.30. Koszula musiała być gotowa na rano.
Szyłam od 21.30 do 2 nad ranem z dwoma przerwami na herbatę i mycie, bo ciepłą wodę mamy tylko do północy.
Ale uszyłam. A co wyszło?
Dręczyło mnie tylko jedno pytanie - czy koszula będzie dobra? Szyłam ją bez przymiarek, bo właściciel smacznie w tym czasie spał.
Odpowiedź poznałam dopiero rano.
Nie pytajcie czy byłam przytomna dzisiaj w pracy. Poszłam spać po 2-ej a musiałam wstać przed 6-tą.
Mam nadzieję, że takie nocne szycie nie powtórzy się już w najbliższym czasie.
No i znowu została mi resztka, bo materiał kupowałam z myślą o bluzce dla siebie. Znów mnie czeka kombinowanie co z niej uszyć ;)
czwartek, 20 marca 2014
244. Madame Resztka
Lubicie sklepy z tkaninami? Ja lubię. A jeszcze bardziej lubię w tych sklepach koszyki z przecenionymi resztkami. Często tam zaglądałam gdy chłopcy byli bardzo mali. Zawsze znalazłam jakiś tani kawałek, który wystarczył na dziecięce ubranko. Chłopcy już podrośli a mnie sentyment do tych koszy pozostał.
Sklepów z tkaninami nie omijam również gdy jestem na wyjeździe. W lipcu podczas wakacji pobuszowałam trochę w sklepie z tkaninami w Wejherowie. Kupiłam kilka fajnych tkanin i oczywiście zajrzałam do kosza z resztkami. Wygrzebałam z niego kawałek tkaniny i zadowolona wyszłam ze sklepu z zakupami. Dopiero po powrocie do domu zaczęłam się zastanawiać po co ja właściwie w tych resztkach grzebałam, skoro dzieci już podrosły. Chyba z przyzwyczajenia. No ale kawałek tkaniny ze mną z wakacji wrócił.
Wczoraj miałam wolne. Od dłuższego czasu planowałam na wczorajszy dzień prace w ogródku. No i oczywiście musiało się rozpadać. Cóż więc robić gdy pada deszcz? Porządki w szmatach.
No i wpadła mi w ręce owa resztka. Resztka, czyli 60 cm mięsistej tkaniny pasującej na bluzkę. Na bluzkę na ramiączkach wystarczy, ale ja takich bluzek nie lubię - musi mieć rękawki. Zwykłe wszywane rękawy nie wyjdą - braknie materiału - muszą więc być kimonowe. Zapinana? Guziki są wygodne, ale nie starczy materiału na obłożenie zapięcia. Musiała więc być jak najprostsza, bo te 60 cm jednak ograniczało bardzo. Wycięłam więc dziurę na głowę, podcięłam nieco boki, żeby wyszedł mini rękaw kimonkowy i uszyłam bluzkę. Tyle, że brakło mi tkaniny na obłożenie pod szyją. Ale przypomniało mi się, że po obszywaniu firanki została mi jakaś resztka białej lamówki. Ufff, starczyło - na styk. Żeby bluzka nie była nudna, obszyłam ją resztką tasiemki, którą kupiłam bardzo dawno temu przy okazji likwidacji pewnej pasmanterii (owa resztka wtedy właścicielce została).
I tak wykorzystując posiadane w domu resztki powstała bluzeczka pod żakiet, która dostała miano Madame Resztka.
A jak znowu kiedyś kupię jakąś resztkę to proszę mnie walnąć ;)
Sklepów z tkaninami nie omijam również gdy jestem na wyjeździe. W lipcu podczas wakacji pobuszowałam trochę w sklepie z tkaninami w Wejherowie. Kupiłam kilka fajnych tkanin i oczywiście zajrzałam do kosza z resztkami. Wygrzebałam z niego kawałek tkaniny i zadowolona wyszłam ze sklepu z zakupami. Dopiero po powrocie do domu zaczęłam się zastanawiać po co ja właściwie w tych resztkach grzebałam, skoro dzieci już podrosły. Chyba z przyzwyczajenia. No ale kawałek tkaniny ze mną z wakacji wrócił.
Wczoraj miałam wolne. Od dłuższego czasu planowałam na wczorajszy dzień prace w ogródku. No i oczywiście musiało się rozpadać. Cóż więc robić gdy pada deszcz? Porządki w szmatach.
No i wpadła mi w ręce owa resztka. Resztka, czyli 60 cm mięsistej tkaniny pasującej na bluzkę. Na bluzkę na ramiączkach wystarczy, ale ja takich bluzek nie lubię - musi mieć rękawki. Zwykłe wszywane rękawy nie wyjdą - braknie materiału - muszą więc być kimonowe. Zapinana? Guziki są wygodne, ale nie starczy materiału na obłożenie zapięcia. Musiała więc być jak najprostsza, bo te 60 cm jednak ograniczało bardzo. Wycięłam więc dziurę na głowę, podcięłam nieco boki, żeby wyszedł mini rękaw kimonkowy i uszyłam bluzkę. Tyle, że brakło mi tkaniny na obłożenie pod szyją. Ale przypomniało mi się, że po obszywaniu firanki została mi jakaś resztka białej lamówki. Ufff, starczyło - na styk. Żeby bluzka nie była nudna, obszyłam ją resztką tasiemki, którą kupiłam bardzo dawno temu przy okazji likwidacji pewnej pasmanterii (owa resztka wtedy właścicielce została).
I tak wykorzystując posiadane w domu resztki powstała bluzeczka pod żakiet, która dostała miano Madame Resztka.
A jak znowu kiedyś kupię jakąś resztkę to proszę mnie walnąć ;)
niedziela, 2 marca 2014
240. Ultra czy mrok? - czyli perypetie z szyciem empirki
Dłuższy czas temu pomyślałam, że fajnie by było uszyć sobie empirkę. Tylko jakoś okazji brakowało. Ale przy okazji innych zakupów kupiłam sobie gotowy wykrój (no bo po co się męczyć, skoro są gotowce?)
Wykrój sobie leżał i leżał i leżał, bo jakoś znowu tej okazji do uszycia brakowało.
Aż tu latem okazało się, że będzie organizowany bal historyczny i sukienka empirowa będzie idealnie pasować. Zamówiłam więc tkaniny i czekałam na kuriera ciesząc się z balu i obmyślając ubiór w szczegółach.
Kurier przyjechał. Ale jak rozpakowałam paczkę to mina mi zrzedła. Przysłali mi nie ten kolor, który zamówiłam. Akurat tego, który zamówiłam mieli za mało, więc dali inny w podobnym kolorze. Podobnym. Podobny to on może i był, ale na pewno nie do tego, który zamówiłam. W dodatku wybitnie nie mój kolor. Gdyby to był bal haloweenowy to w sukience w tym kolorze bez charakteryzacji za zombie mogłabym robić, no ale okazja była zupełnie inna. A tak swoją drogą to przydarzyło się Wam coś takiego podczas zakupów? Mnie niestety już 2 razy. Textilmar ma dziwne zwyczaje. Zamiast zadzwonić albo napisać, że nie mają zamówionej i opłaconej z góry tkaniny, dają coś innego w tej samej cenie.
Tak więc na szybko musiałam wymyślić coś innego. W trakcie tego myślenia Młodszy mi się rozchorował, więc już nie musiałam myśleć o szyciu, bo było wiadome, że na ów bal nie pójdę.
Wykrój schowałam do szuflady i o empirce przestałam myśleć. Do czasu. Po Balu Szkockim stwierdziłam, że w krynolinie nie tańczy się za dobrze - empirka jest wygodniejsza, bo zajmuje mniej miejsca w secie. No i zaczęłam myśleć. Ale tym razem zamierzałam podejść do szycia na spokojnie i wszystko dokładnie zaplanować. Zaczęłam zbierać zdjęcia i zrobiłam szczegółowy projekt sukienki. Oczywiście nic nie zaczęłam szyć, bo przecież bal będzie dopiero latem, więc czasu jest jeszcze bardzo dużo.
A tu jakiś tydzień temu dostałam zaproszenie na Ostatki w stylu Jane Austen. Takich okazji się nie przepuszcza, więc trzeba było na szybko uszyć empirkę z tego, co miałam w domowych zapasach.
Wyciągnęłam zapomniany wykrój i mina mi nieco zrzedła. Jak się przyjrzałam konstrukcji, to stwierdziłam, że mogę sobie z niego co najwyżej koszulę nocną uszyć. On tylko przypominał empirkę, koło prawdziwego wykroju nawet nie leżał. A że zakup oryginalnego historycznego wykroju też sobie odłożyłam na później (ale tu raczej z przyczyn finansowych i trudności z zakupem oryginalnej książki) znowu musiałam radzić sobie sama (a czasu malutko zostało).
Po przejrzeniu stosu Burd padło na ten wykrój:
Oczywiście nie przypomina on empirki, ale jest dobrą bazą do przeróbek.
Zaopatrzona we wszelkie przyrządy i pomocnicę zaczęłam przerabiać wykrój.
I tutaj zaglądających na blog rekontruktorów poprawnych historycznie proszę o zaprzestanie czytania albo zaopatrzenie się w meliskę, tudzież inne środki na uspokojenie ;)
Pierwszy krok w stronę mroku - nie miałam w domu zbywających metrów jedwabiu naturalnego. No akurat tak się złożyło, ale na przyszłość postaram się takowe zapasy w domu posiadać - czy ktoś się zgłasza na sponsora? ;)
Pierwszy punkt w stronę ultra - należało całkowicie zmienić kształt dekoltu z przodu i z tyłu.
Drugi punkt ultra - w oryginalnej sukience był suwak, więc musiałam nieco zmienić konstrukcję, bo w czasach empirek suwaków jeszcze nie wynaleziono
Kolejna rzecz - cięcia francuskie. W oryginalnej empirce takowych nie było. Moja sukienka miała się składać z 2 warstw. Postanowiłam zostawić je w podszewce (rekonstruktorzy w tym momencie jęczą, bo to drugi punkt w stronę mroku), a przerobić w części wierzchniej (trzeci punkt za ultra) Jak widać - rękawy również zostały zmienione.
Kolejna rzecz to szwy ramienne. W czasach empirek były znacznie niżej niż dzisiaj, więc musiałam je przenieść (czwarty punkt dla ultra).
Zapięcie z tyłu. Niewiele jest zdjęć tyłów oryginalnych strojów. Znalazłam tylko jedno, na którym sukienka była wiązana sznurkiem a na plecach było rozcięcie przez które hulał wiatr. Nie wiem czy wersja z guzikami jest poprawna historycznie, więc nie daję sobie ani minusa ani plusa - no, może mały plusik za brak suwaka ;)
Trzeci punkt za mrokiem - sukienkę szyłam na maszynie (co prawda maszyny do szycia były już w XIX wieku, ale chyba nieco później)
Piąty punkt dla ultra - wykończenie jest ręczne. Wszystkie szwy wykończyłam lamówką, którą podszywałam ręcznie. Ozdobna tasiemka również jest naszyta ręcznie.
Ale zostawmy górę. Trzeba jeszcze uszyć dół.
Zostało mi całkiem sporo szyfonu, a że nie planowałam z niego szyć nic więcej, postanowiłam dać go w całości.
Spodnia warstwa dołu uszyta jest z kawałka koła (pomyślałam, że jeśli zrobię ją z prostokąta i zmarszczę pod biustem razem z szyfonem, to będę wyglądać jak w ciąży.
Ostateczny efekt moich zmagań wygląda tak:
I jeszcze kilka szczegółów:
W sumie sukienka nie jest zła i mam nadzieję, że kolejna będzie lepsza.
o ile znajdzie się sponsor na zakup jedwabiu ;)
P.S.
Impreza była rewelacyjna !!!! Niech się schowają współczesne dyskoteki ;)
Wykrój sobie leżał i leżał i leżał, bo jakoś znowu tej okazji do uszycia brakowało.
Aż tu latem okazało się, że będzie organizowany bal historyczny i sukienka empirowa będzie idealnie pasować. Zamówiłam więc tkaniny i czekałam na kuriera ciesząc się z balu i obmyślając ubiór w szczegółach.
Kurier przyjechał. Ale jak rozpakowałam paczkę to mina mi zrzedła. Przysłali mi nie ten kolor, który zamówiłam. Akurat tego, który zamówiłam mieli za mało, więc dali inny w podobnym kolorze. Podobnym. Podobny to on może i był, ale na pewno nie do tego, który zamówiłam. W dodatku wybitnie nie mój kolor. Gdyby to był bal haloweenowy to w sukience w tym kolorze bez charakteryzacji za zombie mogłabym robić, no ale okazja była zupełnie inna. A tak swoją drogą to przydarzyło się Wam coś takiego podczas zakupów? Mnie niestety już 2 razy. Textilmar ma dziwne zwyczaje. Zamiast zadzwonić albo napisać, że nie mają zamówionej i opłaconej z góry tkaniny, dają coś innego w tej samej cenie.
Tak więc na szybko musiałam wymyślić coś innego. W trakcie tego myślenia Młodszy mi się rozchorował, więc już nie musiałam myśleć o szyciu, bo było wiadome, że na ów bal nie pójdę.
Wykrój schowałam do szuflady i o empirce przestałam myśleć. Do czasu. Po Balu Szkockim stwierdziłam, że w krynolinie nie tańczy się za dobrze - empirka jest wygodniejsza, bo zajmuje mniej miejsca w secie. No i zaczęłam myśleć. Ale tym razem zamierzałam podejść do szycia na spokojnie i wszystko dokładnie zaplanować. Zaczęłam zbierać zdjęcia i zrobiłam szczegółowy projekt sukienki. Oczywiście nic nie zaczęłam szyć, bo przecież bal będzie dopiero latem, więc czasu jest jeszcze bardzo dużo.
A tu jakiś tydzień temu dostałam zaproszenie na Ostatki w stylu Jane Austen. Takich okazji się nie przepuszcza, więc trzeba było na szybko uszyć empirkę z tego, co miałam w domowych zapasach.
Wyciągnęłam zapomniany wykrój i mina mi nieco zrzedła. Jak się przyjrzałam konstrukcji, to stwierdziłam, że mogę sobie z niego co najwyżej koszulę nocną uszyć. On tylko przypominał empirkę, koło prawdziwego wykroju nawet nie leżał. A że zakup oryginalnego historycznego wykroju też sobie odłożyłam na później (ale tu raczej z przyczyn finansowych i trudności z zakupem oryginalnej książki) znowu musiałam radzić sobie sama (a czasu malutko zostało).
Po przejrzeniu stosu Burd padło na ten wykrój:
Oczywiście nie przypomina on empirki, ale jest dobrą bazą do przeróbek.
Zaopatrzona we wszelkie przyrządy i pomocnicę zaczęłam przerabiać wykrój.
I tutaj zaglądających na blog rekontruktorów poprawnych historycznie proszę o zaprzestanie czytania albo zaopatrzenie się w meliskę, tudzież inne środki na uspokojenie ;)
Pierwszy krok w stronę mroku - nie miałam w domu zbywających metrów jedwabiu naturalnego. No akurat tak się złożyło, ale na przyszłość postaram się takowe zapasy w domu posiadać - czy ktoś się zgłasza na sponsora? ;)
Pierwszy punkt w stronę ultra - należało całkowicie zmienić kształt dekoltu z przodu i z tyłu.
Drugi punkt ultra - w oryginalnej sukience był suwak, więc musiałam nieco zmienić konstrukcję, bo w czasach empirek suwaków jeszcze nie wynaleziono
Kolejna rzecz - cięcia francuskie. W oryginalnej empirce takowych nie było. Moja sukienka miała się składać z 2 warstw. Postanowiłam zostawić je w podszewce (rekonstruktorzy w tym momencie jęczą, bo to drugi punkt w stronę mroku), a przerobić w części wierzchniej (trzeci punkt za ultra) Jak widać - rękawy również zostały zmienione.
Kolejna rzecz to szwy ramienne. W czasach empirek były znacznie niżej niż dzisiaj, więc musiałam je przenieść (czwarty punkt dla ultra).
Zapięcie z tyłu. Niewiele jest zdjęć tyłów oryginalnych strojów. Znalazłam tylko jedno, na którym sukienka była wiązana sznurkiem a na plecach było rozcięcie przez które hulał wiatr. Nie wiem czy wersja z guzikami jest poprawna historycznie, więc nie daję sobie ani minusa ani plusa - no, może mały plusik za brak suwaka ;)
Trzeci punkt za mrokiem - sukienkę szyłam na maszynie (co prawda maszyny do szycia były już w XIX wieku, ale chyba nieco później)
Piąty punkt dla ultra - wykończenie jest ręczne. Wszystkie szwy wykończyłam lamówką, którą podszywałam ręcznie. Ozdobna tasiemka również jest naszyta ręcznie.
Ale zostawmy górę. Trzeba jeszcze uszyć dół.
Zostało mi całkiem sporo szyfonu, a że nie planowałam z niego szyć nic więcej, postanowiłam dać go w całości.
Spodnia warstwa dołu uszyta jest z kawałka koła (pomyślałam, że jeśli zrobię ją z prostokąta i zmarszczę pod biustem razem z szyfonem, to będę wyglądać jak w ciąży.
Ostateczny efekt moich zmagań wygląda tak:
I jeszcze kilka szczegółów:
W sumie sukienka nie jest zła i mam nadzieję, że kolejna będzie lepsza.
o ile znajdzie się sponsor na zakup jedwabiu ;)
P.S.
Impreza była rewelacyjna !!!! Niech się schowają współczesne dyskoteki ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)















