Dzisiaj będzie post nierobótkowy. Ale mnie nerwy ostatnio ponoszą na kierowców i muszę sobie ulać. Mieszkamy na nowym osiedlu. Przy sprzedaży mieszkań osiedle było reklamowane jako przyjazne osobom niepełnosprawnym. Teoretycznie jest, a jak jest w praktyce? W praktyce do każdego bloku jest podjazd na wózek. Krawężniki są bardzo wysokie, ale co jakiś czas są obniżane, żeby zjechać wózkiem. I cieszę się bardzo, że niepełnosprawna nie jestem, że jeżdżę tylko z wózkiem dziecinnym i że dzieci szybko rosną, bo dzień w dzień szału dostaję jak mam z tych udogodnień skorzystać.
Wczoraj nie wytrzymałam i zaczęłam robić zdjęcia. I będę je robić codziennie, celowo nie zamazując numerów rejestracyjnych samochodów. Zaznaczam, że to raczej nie są samochody mieszkańców osiedla, bo w tych godzinach większość z nich jest w pracy. Na osiedlu jest przychodnia specjalistyczna, sporo sklepów i lokali usługowych, do których ludzie przyjeżdżają samochodami.
Jeśli ktoś swój samochód rozpozna niech się wstydzi. A jak mnie poniesie to zacznę te zdjęcia do Straży Miejskiej i na Policję wysyłać.
Nasza droga do szkoły tuż po minięciu własnego bloku:
a tak wygląda bardzo często zejście z mojej blokowej klatki:
Po tym marnym kawałku trawnika wózkiem nie da się przejechać, bo jest na nim pełno psich kupek i nie ma szansy ich ominąć.