piątek, 15 grudnia 2017

340. Austerlitz

Nigdy nie myślałam, że kiedykolwiek pojadę na zagraniczne reko. Jako domatorka nie lubię podróżować i wystarczająco ekstremalne są dla mnie wyjazdy na odległość przekraczającą 50 km. Wyjazd za granicę nie mieścił się nawet w moich myślach. No, ale tak to jest jak się ma szalone koleżanki. Namówiły i pojechałam. Miał być bal i miała być bitwa. Bitwa w grudniu skojarzyła mi się od razu z katarem, więc uszyłam grubą wełnianą suknię i zakupiłam bieliznę termiczną - najważniejsze, żeby się nie rozchorować. Suknia egzamin zdała, ale nie mam w niej ani jednego zdjęcia. Może jeszcze kiedyś będzie okazja to ją na blogu pokażę.
Na suknię balową kupiłam biały jedwab i złote nici. Wzór do haftu oryginalny z epoki.
Haftowanie zajmowało mi jesienne wieczory a kot dotrzymywał towarzystwa :) 



Dzień przed bitwą na zamku w Sławkowie odbył się bal. I jak to już u mnie bywa nie zrobiłam sobie zdjęcia w nowej sukni. Na szczęście znalazłam w necie zdjęcia, na których mnie trochę widać.

foto: Pavel Devgout

autor zdjęcia nieznany
Następnego dnia odbyła się bitwa. Bladym świtem ubrałyśmy się z koleżanką szybko i pojechałyśmy z wojskiem na manewry ( w sumie nie miałam wyjścia, bo koleżanka, z którą tam pojechałam brała udział w manewrach jako żołnierz ;) ) Manewry i bitwa - niezapomniane. Wszystko było zorganizowane rewelacyjnie. 





Po manewrach a przed bitwą robiłyśmy sobie z koleżankami zdjęcia na tle malowniczego kościółka, ale niestety zdjęć nie dostałam. 
Ale za to w sieci znalazłam film, na którym przez moment jestem w kadrze :) 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz