środa, 31 lipca 2013

213. Sukienka

Ochłodziło się trochę, więc uprasowałam sukienkę, którą skończyłam szyć w sobotę.
Materiał kupiłam kilka lat temu w małym wiejskim sklepiku, do którego zaprowadziła mnie ścieżka. Urzekł mnie ten haftowany brzeg.


Materiał (mieszanka lnu i bawełny) kupiłam na spódnicę, ale zanim ją uszyłam to zmieniłam zdanie. Postanowiłam uszyć sukienkę. Dokładnie taki fason jak na zdjęciu - tu zdania nie zmieniłam nawet w trakcie szycia (co nader często mi się zdarza).
Tyle, że czasu na szycie nie było, no i materiał też musiał nabrać mocy urzędowej.
Ale się doczekał. Wyjęłam go z szafy we czwartek i zdekatyzowałam, a w piątek zaczęłam szycie.
Góra uszyta została na podstawie wykroju Buttericka. Zmieniłam ją tylko na swoje wymiary i dodałam ramiączka, których w oryginalnym wykroju nie było. Ramiączka są ustawione tak, żeby nie było widać ani milimetra biustonosza. Pod ramiączkami sukienki są wszyte "łapaczki" do przytrzymywania ramiączek biustonosza, żeby się przypadkiem któreś nie wysunęło. I dumna jestem bardzo, że tym razem o tych "łapaczkach" nie zapomniałam, bo trzeba je przyszyć zanim się zszyje ramiączka sukienki. Na prawej stronie są niewidoczne.
Dół szyty na zasadzie "tak krawiec kraje jak materii staje". Czyli prostokąt zmarszczony w pasie. Dół z koła na pewno by był ładniejszy, ale przy materiale, gdzie wzór idzie wzdłuż brzegu jest to niemożliwe.
Góra uszyta została  na bawełnianej podszewce, w którą wszyłam fiszbiny, żeby się lepiej układała, a dokładniej - nie marszczyła przy siadaniu, bo tkanina niestety się dość mocno gniecie.
Ale pora na zdjęcia sukienki.

Suwak się nie dopina, bo manekin jest nieco szerszy niż ja.

I dół sukienki - oczywiście na tiulowej halce :)

A na "warsztacie" kolejna sukienka. Powstanie, jeśli moja Prywatna Kontrola Jakości zaakceptuje wykrój i raczy z niego zejść  ;)



poniedziałek, 29 lipca 2013

212. Krynolina

W ostatnich wpisach pisałam o Krynolinie. Czyli miejscu łączącym miłośników strojów historycznych. W ostatni weekend odbył się piknik w strojach historycznych - epoka dowolna.
Planowałam założyć sukienkę w stylu lat 50-tych. I zaczęłam ją szyć. Jeśli ktoś obstawiał, że nie zdążę uszyć sukienki, to niestety miał rację. Mało brakowało do końca, ale godzina 2 w nocy i perspektywa pobudki o 6 rano mnie pokonała. Może gdybym nie miała w piątkowe popołudnie gościa to bym zdążyła, ale wyszło jak wyszło. Sukienkę skończyłam w sobotę ale w niedzielę jej nie założyłam - było za gorąco na wyciąganie żelazka a w szafie wisiała inna sukienka w stylu lat 50-tych, która miała tę niewątpliwą zaletę, że była uprasowana.
Rozpiętość historyczna sukni była bardzo szeroka. Najwięcej sukienek było z okresu regencji, ale były i z innych epok. Wszystkie zachwycające. Lata 50-te reprezentowałam tylko ja. Dziewczyny wykazały się wielką pracowitością w szyciu swoich sukien i żadna nie poszła na taką łatwiznę jak ja (czy aktualnie trwająca przeprowadzka może być usprawiedliwieniem?). W każdym razie sukienka regencyjna i tak musi zostać uszyta, bo jest mi potrzebna na najbliższy czwartek ;)
Ale dość gadania. Pewnie wszyscy czekają na fotograficzną relację z pikniku. I tu mam kłopot, bo zdjęć mam na kilka wpisów i nie wiem jak to wszystko podzielić.
Na razie więc kilka zdjęć osób biorących udział w pikniku a w kolejnych wpisach zajmę się szczegółami :)

Oto nasza ekipa piknikowa (zdjęcie z aparatu Eleonory Amalii)

Jak widać stroje były niesamowite i zwracały na nas uwagę przechodniów.

Były gry i zabawy a nawet tańce :)

Było pyszne jedzonko
(Muffinki tak szybko zniknęły, że nikt nie zdążył zrobić im zdjęcia jak jeszcze były ;) )
i czas na robótki ;)
Ale piknik nie polegał tylko na siedzeniu w pięknych okolicznościach przyrody. Zwiedzałyśmy również muzea, ale o tym w następnym wpisie :)




piątek, 26 lipca 2013

211. Szaleństwo w czystej postaci.

Jutro pierwszy dzień Zlotu Krynoliny, czyli miłośników strojów historycznych. Długiej sukni uszyć nie zdążę (krynolina doszła dopiero dzisiaj), ale zaplanowałam sobie uszycie sukienki z lat 50-tych. Miałam ją uszyć już dawno, ale jakoś tak odkładało się to szycie w czasie. Materiał ze 3 lata już leży i czeka na zmiłowanie, czyli nabiera tzw. "mocy urzędowej". Stwierdziłam, że zlot to idealna motywacja, żeby się wreszcie za tę sukienkę zabrać. No to się zabrałam. Teraz. Na ten moment sukienka jest w takim stanie.

Można obstawiać zakłady, czy zdążę. Ale trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że dzisiaj jeszcze muszę zrobić zakupy, ugotować obiad, posprzątać mieszkanie (jutro spodziewam się Bardzo Ważnego Gościa, czyli daaaawno niewidzianej koleżanki, która przyjeżdża na weekend) no i jeszcze wieczorem parę paczek trzeba do nowego domu przewieźć. I cały czas mam "na głowie" dzieci, które do spokojnych nie należą (powiększyłam grono rodziców niecierpliwie czekających na wrzesień, kiedy przedszkole oraz szkoła znowu będą otwarte ;) ).
Do szycia podchodzę więc na zupełnym luzie i sama jestem ciekawa ile z mojego planu uda się zrealizować.

środa, 24 lipca 2013

210. Misz- masz

Ponoć nie ma nic gorszego niż remont w domu. Też tak uważałam, ale zmieniłam zdanie. Przeprowadzka jest gorsza. Pakujemy, przewozimy, rozpakowujemy i końca nie widać. Nie zdawałam sobie sprawy, że przez te 12 lat nazbieraliśmy w mieszkaniu aż tyle rzeczy. Zdawałam sobie sprawę jedynie z zapasów robótkowych, no ale one i tak są cały czas w pudłach i jeszcze ich nie przewiozłam, bo przecież jeszcze mogą się przydać jak mnie nagle wena najdzie ;) Przewiozę je jako ostatnie.
W każdym razie jesteśmy w fazie olbrzymiego bałaganu. A w tym czasie powinnam szyć sukienkę na zlot Krynoliny, który planowany jest na najbliższy weekend. Nie ma czasu, nie ma warunków, więc jako jedyna nie będę w stroju z epoki. Mam nadzieję, że uczestniczki zlotu mi to wybaczą.
W przyszły czwartek jest bal historyczny - tam już strój epokowy musi być (i nawet materiał na suknię kupiłam). Tyle, że poza zakupem materiału nie mam nic i sukni uszyć nie zdążę. Bal więc prawdopodobnie odbędzie się bez mojej obecności.
A nawet połowy rzeczy nie przewieźliśmy.
Ale nic to. Ważne, że w przyszłym tygodniu mają przywieźć meble do pokoju Młodszego - jak się rzeczy poukłada, to od razu mniejszy bałagan będzie.

Pomiędzy pakowaniem, przewożeniem i rozpakowaniem, czasem udaje mi się trochę poszydełkować, chociaż już straciłam nadzieję, że spódnicę założę jeszcze w te wakacje. Na razie mam dopiero tyle.


A planów robótkowych na wakacje miałam dużo. I ciągle robię nowe zakupy. Czy to już choroba? Czy ktoś jeszcze przywozi pamiątki z wakacji wyglądające tak?

Moro nie dla mnie - przeznaczone na spodnie dla chłopców.

I coś optymistycznego na koniec. W trakcie robienia wpisu zadzwonił listonosz i przyniósł mi najnowszy numer Burdy,  który znowu przyszedł jako list polecony :)

O ile numer lipcowy nie rzucił mnie na kolana, to sierpniowy mnie zachwycił. Kilka modeli uszyć muszę koniecznie.

Miłego dnia wszystkim życzę i wracam do pakowania rzeczy.


czwartek, 18 lipca 2013

209. Jeszcze wakacyjnie

I po urlopie. Życie znowu biegnie w przyspieszonym tempie i na nic nie ma czasu. Nawet na zgranie zdjęć z aparatu. Ale wreszcie znalazłam trochę czasu na zrobienie zaległego wpisu. Jeszcze wakacyjnego.
Dzisiaj krótki ślad robótkowania na Darze Pomorza.
Wbrew pozorom statek i tematyka bloga mają trochę wspólnego.
Pierwsza rzecz to flaga - ręcznie haftowana. Przepiękna !!!!!

Zachwyciłam się nią bardzo. Reszta zwiedzających poszła dalej a ja stałam i podziwiałam.
Ale to nie wszystko.
Znalazłam jeszcze coś - maszynę do szycia :)


Ekspozycję ustawiał chyba ktoś, kto za bardzo nie znał się na szyciu, gdyż maszyna stoi odwrotnie. Ale nic to. Ważne, że jest i przyjemnie wygląda :)
Szkoda, że nie jest kompletna.

Z drugiej strony stała jeszcze jedna, ale skrzętnie ukryta przed oczami zwiedzających.

Trochę żałuję, że nie podniosłam tego pokrowca i nie sprawdziłam co się pod nim kryje. W sumie ryzykowałam jedynie uwagę "proszę nie dotykać eksponatów". Następnym razem spróbuję ;)

Wróciłam jednak do rzeczywistości.

W najbliższych dniach wpisów będzie znacznie mniej, bo się przeprowadzamy - wreszcie!!!!!
Umowę na internet w nowym miejscu już podpisałam, ale jeszcze nie sprawdzałam czy działa. Jutro przewieziemy komputer i się okaże. Tylko czy po przeprowadzce będę miała czas na siedzenie w internecie skoro będzie tyle pudeł do rozpakowania? Czas pokaże. W każdym razie szycia w najbliższym czasie będę miała bardzo dużo :)



wtorek, 9 lipca 2013

208. Wycieczka do Gdyni

Wybraliśmy się dzisiaj do Gdyni na oglądanie statków. Wyjechaliśmy dość późno, więc akurat dojechaliśmy jak pora największych upałów minęła. Pogoda na zwiedzanie idealna.
Chłopcy bardzo chcieli zwiedzić ORP Błyskawica. I tu spotkała nas niemiła niespodzianka. Nie udało się go nam zwiedzić. Ale nic to - zrobiliśmy sporo zdjęć okrętu z zewnątrz. Ale bez ludzi tylko te dwa ;)



Obejrzeliśmy Dar Pomorza

i Reginę, która spodobała mi się najbardziej :)



Wracaliśmy niespiesznie, zaglądając po drodze do każdego kramu - jak to z dziećmi bywa, w każdym chłopcy chcieli coś kupić ;)

Kiedy w drodze powrotnej doszliśmy do ORP Błyskawica już wiedzieliśmy, czemu nie można go było zwiedzić - kręcili na nim odcinek serialu Rodzinka.pl.
Udało mi się zrobić kilka zdjęć. Niestety słabych, bo stałam pod słońce i dość daleko. Dość duży obszar przy statku był ogrodzony i nie można było podejść bliżej.





Zobaczyłam jak się kręci film - po kilka razy to samo ujęcie. Na kolejne już nie czekaliśmy, bo daleka droga była przed nami.
Oglądacie ten serial? Ja nie oglądam, ale chyba zacznę. Ludzie obserwujący razem ze mną kręcenie odcinka mówili, że jest bardzo fajny.


piątek, 5 lipca 2013

206. Zwiedzamy okolicę

Nie da rady usiedzieć w jednym miejscu, więc zwiedzamy okolicę.
No i w Wejherowie trafiłam na takie cudo. Musiałam, po prostu musiałam sfotografować.


Słowo "galeria" kojarzyło mi się zawsze z dziełami sztuki. Jak widać, można mieć też zupełnie inne skojarzenia.

A Wam z czym kojarzy się słowo "galeria"?

czwartek, 4 lipca 2013

205. Nad morzem

No to odpoczywamy. Robimy mało, spędzając ze sobą czas.
Spacery, spacery, spacery i czytanie. Kocham mojego "kundelka". Noszę go ze sobą wszędzie i czytam przy każdej nadarzającej się okazji. A tyle mam w nim książek do przeczytania. Mam nadzieję, że nadrobię zaległości czytelnicze. Na razie jedna książka za mną ("Gwiezdny pył").
Chłopcy puszczają latawce - pogoda do tej zabawy jest idealna.


Oprócz czytnika wzięłam ze sobą dwie robótki, ale efekty marne. Szydełkowej spódnicy jeszcze nie wyjęłam ani razu, a kupiony specjalnie na wyjazdy zestaw do haftu prezentuje się tak:

Jak widać, wyhaftowałam niewiele.
Wracam do mojego czytnika i miłego dnia życzę wszystkim odwiedzającym.

Wykupiłam sobie nawet abonament w portalu z filmami, żeby zaległości w serialach nadrobić wieczorami, ale łącze jest bardzo słabe i co chwila zrywa połączenie. Z oglądania niestety nic nie wyjdzie. Od 2 dni usiłuję obejrzeć ostatni odcinek "Arystokratów" i nic.


P.S.
Granatową sukienkę w białe kropki zgłosiłam do konkursu Burdy. Głosowanie trwa do 14 lipca. Jeśli ktoś ma ochotę na nią zagłosować, to będzie mi bardzo miło (można oddać tylko jeden głos).